Top Social

5 NAJBARDZIEJ IRYTUJĄCYCH RZECZY W POLSKICH DROGERIACH I PERFUMERIACH.

Pomysł na ten wpis przyszedł mi na myśl dosyć nagle, a inspiracją była pewna sytuacja, która spotkała mnie w jednej z polskich perfumerii. Pomyślałam, że to w sumie całkiem niezły temat na blogowy post, bo okazało się, że jest kilka rzeczy, które zniechęcają mnie do zakupu w drogeriach stacjonarnych. Dziś napiszę Wam o 5 najbardziej irytujących rzeczach, które sprawiają, że coraz częściej decyduję się na zakupy online.


1. NADGORLIWOŚĆ 
Dzisiejsze rozważania zacznę od pewnego incydentu w perfumerii, którego byłam nieszczęsną ofiarą jakiś czas temu. Sytuacja jest dosyć typowa i pewnie niejedna z Was miała tę wątpliwą przyjemność być obiektem nadgorliwości konsultantek krążących po sklepie. Wyglądało to mniej więcej w ten sposób. Wchodzę do perfumerii w poszukiwaniu konkretnego produktu. Już na samym wejściu czuję na sobie wzrok wszystkich konsultantek, które nagle ruszają w moim kierunku  krzycząc "dzień dobry!". To oczywiście nic złego i bardzo fajnie, że ktoś interesuje się klientem zauważając jego nagłe pojawienie się w sklepie. Po chwili jednak czuję, że wszystkie konsultantki zaczynają wokół mnie krążyć. Najpierw jedna z nich zapytała czy może mi w czymś pomóc, na co grzecznie odpowiedziałam, że nie. Zrobiłam dosłownie trzy kroki i przypędziła następna z tym samym zapytaniem. Pomyślałam, że może faktycznie od razu powiem o jaki produkt mi chodzi i uniknę kolejnych napadów ze strony sprzedawczyń. Pani skierowała mnie do konkretnego stoiska i odeszła. Po kilku sekundach przybiegła następna i zapytała czy może mi jakoś doradzić, na co znów znów odpowiedziałam, że sobie poradzę. Przy stoisku spędziłam może minutę. Wybrałam odcień interesującego mnie produktu, ale cały czas czułam się obserwowana. To takie dziwne uczucie, gdy ktoś śledzi każdy twój ruch i masz wrażenie, że mają cię za złodzieja, albo terrorystę. Punkt kulminacyjny miał jednak miejsce kilka sekund po odejściu od stoiska z wybranym przeze mnie produktem. Od razu przybiegła do mnie pani konsultantka z pytaniem czy idę może już do już kasy. I wtedy poczułam, że robi mi się trochę gorąco, bo takiego zmasowanego, drogeryjnego ataku jeszcze nigdy nie zaliczyłam. Teraz czas na konkluzję. Nie mam absolutnie żadnych pretensji do pań, które pracują w tym sklepie, bo domyślam się, że to odgórny przykaz i standard obsługi klienta, którego muszą bezwzględnie przestrzegać. Myślę też, że same czują się dziwnie musząc traktować klientów jak zwierzynę, która wpadła do klatki i powinna z niej wyjść z jak najlżejszym portfelem. Współczuję im, laaaata temu też miałam krótką przygodę z pracą w sieciówce i wiem, że menadżer sklepu bardzo naciska na jak największą sprzedaż. Dziwi mnie jedynie polityka zarządzających, która wyznacza tego typu standardy. Taka nadgorliwość ze strony konsultantek jest mocno zniechęcająca i prowadzi mnie jedynie do...wyjścia. Chciałabym po prostu spokojnie wejść do sklepu, rozejrzeć się, zastanowić i mieć poczucie swobody. Może warto byłoby stworzyć jakieś nowe reguły mówiące o tym, że jedno zapytanie ze strony sprzedawczyni jest już wystarczające? Albo przyjąć zasadę, że jeśli klientka ma jakieś wątpliwości, to sama poprosi o pomoc? Wówczas również można zrealizować plan sprzedażowy i "namówić" klientów do większych zakupów, ale bez wpędzania ich w zażenowanie i irytację. Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania w tej kwestii. 


2. REKOMENDOWANIE RZECZY, KTÓRE NIE SĄ DOPASOWANE DO NASZYCH POTRZEB I OCZEKIWAŃ
Tego typu praktyki również są dla mnie mocno zniechęcające. Zazwyczaj wiem po co idę do drogerii, znam też swoją skórę i oczekiwania odnośnie produktu, który chcę kupić. A co, gdybym nie wiedziała? Pewnie skończyłoby się to górą zakupionych bubli, które zrujnowałyby moją cerę i zniechęciły do danej marki. Miałam okazję być niejednokrotnie namawiana do zakupu produktu, który miał na przykład w składzie parafinę, która wyjątkowo nie służy mojej cerze. Dodam, że uprzednio informowałam o tym konsultantkę. Niestety była tak zafiksowana na sprzedaż kosmetyku danej marki, że nic do niej nie docierało. Starała się usilnie sprzedać w zasadzie jakikolwiek produkt tej konkretnej marki, bylebym nie zwróciła uwagi na coś innego, za co pewnie nie otrzymałaby prowizji. 


3. NIEWIEDZA 
Czasem jednak zdarza się, że wpadam do drogerii i spontanicznie zainteresuję się danym produktem, na temat którego nic nie wiem. Nigdy nie wpadł mi w oko na żadnym blogu czy YouTubie i jestem po prostu ciekawa jaka jest jego specyfika. I czasem mam wrażenie, że sprzedawczyni wie mniej, niż ja. Po kilku pytaniach, na które nie doczekałam się odpowiedzi odpuszczam drążenie tematu i po wyjściu ze sklepu po prostu go sobie googluję. I tu znów podobna sytuacja, jak w przypadku punktu pierwszego. Nie obarczam winą sprzedawcy, ale osób, które kierują sklepem. Każdy konsultant powinien zostać przeszkolony z podstawowej wiedzy o kosmetykach, które są dostępne w danej sieci. Wiadomo, że ludzki umysł nie jest w stanie ogarnąć każdego produktu na półce, ale skoro konsultantka pyta "w czym mogę pomóc" i tak naprawdę nie może pomóc, to rodzi się pewien problem natury technicznej. I na tym drogeryjni mocarze powinni się zastanowić, a już na pewno przeznaczyć większy budżet na doszkalanie swojej załogi. 


4. PROMOCJE Z KARTĄ
50% zniżki, ale tylko za okazaniem karty. Drugi produkt gratis, ale tylko z kartą. Niektóre sklepy podają ceny na metkach, a przy kasie okazuje się, że wychodzi więcej, bo nie masz karty. Litości, ile można mieć tych wszystkich kart? Wszędzie trzeba podawać swoje dane, akceptować regulaminy, tworzyć papierologię i poświęcać na to czas. Czy nie byłoby lepiej zrezygnować z tych wszystkich udziwnień i zrobić normalną promocję bez okazania kawałka plastiku? W moim portfelu brakuje już miejsca na te wszystkie karty członkowskie, lojalnościowe i rabatowe. 


5. WYMACANE PRODUKTY I BRAK TESTERÓW
To, że kobietki otwierają kosmetyki w drogeriach jest oczywiście błędem, ale co mają zrobić, kiedy na półce nie ma żadnego testera? Kupić kosmetyk zupełnie w ciemno? Ok, mamy zdjęcia na blogach, swatche, filmiki na YouTube, gdzie dziewczyny pokazują jak dany produkt wygląda. To jednak oczywiste, że na zdjęciu czy filmie odcień produktu może (ale nie musi) wyglądać zupełnie inaczej na żywo. Sama lubię sprawdzić na testerze konsystencję, pigmentację, rzeczywisty kolor. Jeśli nie ma testera, to kupujemy tak naprawdę kota w worku, albo... rozpaćkaną pomadkę, którą sprawdzało wcześniej 100 innych klientek w drogerii. W mojej opinii każdy kosmetyk w szafie danej marki musi mieć tester, natomiast pełnowymiarowe produkty powinny być porządnie zafoliowane. To pozwoliłoby uniknąć nam, klientkom zakupowych rozczarowań, a producentom kosmetyków strat związanych ze zniszczonymi macaniem kosmetykami. I wszyscy byliby zadowoleni :-) 


Dziewczyny, czy Wy też czujecie się czasem zniechęcone do zakupów w drogeriach i perfumeriach stacjonarnych? A jeśli tak, to dlaczego? Chętnie poznam Wasze historie :-) 


_____________________________
Wpadnijcie też na mój INSTAGRAM | FACEBOOK 

105 komentarzy on "5 NAJBARDZIEJ IRYTUJĄCYCH RZECZY W POLSKICH DROGERIACH I PERFUMERIACH."
  1. Co do kart w pełni sie zgadzam, polecam Ci sprawdzić aplikację stocard, mozna zeskanować wszystkie karty rabatowe i członkowskie i pokazywac przy kasie tylko aplikację😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Na pewno sprawdzę to rozwiązanie <3

      Usuń
    2. Co do kart to w pełni się zgadzam i aplikacje też chętnie przetestuję :) Denerwuje mnie również brak wiedzy, bo często sama potrafię znaleźć więcej informacji sama.

      Usuń
    3. Zaczęłam uzywac tej aplikacji (stocard), gdy mój portfel wybuchł od ilości kart. Teraz nie muszę o nich pamiętać bo sa w telefonie więc też polecam

      Usuń
  2. Mnie najbardziej denerwuje bycie traktowanym jak złodziejka przez ochronę w drogerii. Wystarczy że jest się trochę młodszym i od razu jest się postrzegany jak potencjalny złodziej (oczywiście pań, które wyglądają dystyngowanie to nie dotyczy, a przecież pozory mogą mylić) a druga sprawa to właśnie te testery - powinny być wszędzie do każdego produktu, co mi z obrazka na opakowaniu? A jeszcze gorsze jest to jak klientki dostają małpiego rozumu podczas promocji, szczególnie zaobserwowałam to w Rossmanie, ale koleżanki mi wspominały że podobnie jest w Black Friday w droższych drogeriach, z tym że w Rossmanie to jest 3/4 produktów pootwieranych nawet jak jest tester a w Sephorze itp. Niektóre Panie specjalnie blokują dostęp do stanowisk ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, mnie też to denerwuje. A najlepsze jest to, że jestem inaczej traktowana w zależności od ubioru i tego, czy mam obcasy.

      Usuń
    2. Doklasnie, ja tak samo!

      Usuń
    3. Dlatego byłoby świetnie, gdyby pełnowymiarowe produkty zostały fabrycznie zafoliowane :-)

      Usuń
    4. Pracuję w Drogerii i powiem Wam, że niestety sprawa z testerami ma się tak, że nawet jeśli zamawiamy je do każdego kosmetyku w danej szafie kolorówki,to nie każde zostają nam dosłane. Więc nie rozumiem skąd wasze nie zrozumienie. Większość Pań myśli, że jeśli nie ma testeru przy danym produkcie to pewnie Panie które pracują w Drogerii zabierają je sobie, by mieć darmowy kosmetyk, a tak to nie działa! :)

      Usuń
  3. Kiedyś w jednej z drogerii rozglądałam się za jakąś nudziakową pomadką, jak konsultantka po raz kolejny spytała czy mi jakoś pomóc i powiedziałam czego szukam usłyszałam, że "wie Pani sporo dziewczyn nakłada trochę korektora na usta zamiast pomadki". Od tego czasu już o nic nie pytam 😂

    OdpowiedzUsuń
  4. Od aktualnie trwającej kartowej manii raczej nie uciekniemy, ale rozwiązaniem na to może być aplikacja Stocard :) W jednym miejscu można mieć niemal wszystkie karty, a jak wiadomo każdy z nas raczej zawsze ma telefon przy sobie ;) Sama korzystam i nie zdarzyło mi się nigdy żeby ekspedientka nie przyjęła takiej elektronicznej karty ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy wszystkie karty "działają"? Bo kilka dziewczyn pisało mi, że jest z tym czasem problem :-(

      Usuń
    2. Karty działają, tylko nie wszystkie skanery są wstanie zeskanować kod z ekranu telefonu. Karty typu Rossmann,superpharm, payback (np w kauflandzie) mnie działają, problem mam z clubcard z tesco-nigdy nie chce sie zeskanować.

      Co do posta (obstawiam że to spp)
      -a pisze jako PH który sporo czasu w drogeriach spędza-
      1. W sprawie "atakowania"przez konsultantki-monitoring obiektu przez centralę-jesli mają przykazane interesowac sie klientem albo patrzyć czy ktoś coś nie kradnie, to będą to robić bo firma patrzy-tu zwłaszcza spp w ten sposob dziala, kamer jest duzo i naprawdę widac co sie dzieje, kto co ma w ręce,czego macał-raz zdarzyło się, że mnie z racj znajomości potraktowano "normalnie" i niestety dziewczynom się od wielkiego brata oberwało,ich tłumaczenie , że przecież wszyscy mnie znaja i na pewno bym im nic nie ukradł nie pomogło.procedury to procedury, zwłaszcza , że są grupy które specjalizują się w kradziezach w określonych sklepach i wynoszą im towar na potęgę.

      2. @karty-karta to przywiazanie klienta do danego sklepu, bo -50 proc to już nic niezwykłego, zdarza się wszędzie-kupisz u nas dostaniesz punkty, które mozesz wymienic na darmowy produkt czy megazniżkę lub dodatkowe kupony rabatowe.Nikt nie jest zainteresowany sprzedażą towaru jakiemuś randomowi , który po żel z niwejki o połowe tańszy. To musi być klient -nasz klient który do nas wróci.

      3.testery- nie wszystkie firmy je produkują. Ot koniec i kropka ;)

      4.wiedza konsultantek-szkolenia są i to nawet dość często, co z tego jak załoga się często zmienia ;))

      Usuń
    3. punkt pierwszy niesamowicie mnie irytuje. zwłąszcza w douglasie i w hebe. przestałam tam już robić zakupy bo czuję się niekomfortowo! wolę kupić przez internet. Irytuje mnie też patrzenie wilkiem i podejrzanie na klientkę bo np nie widać po niej zewnętrznie ze ma kasę.. dużo kasy... a to błąd bo pracując kiedyś w sprzedaży nauczyłąm się że ci co wyglądają czasami niezbyt modnie wywalają dużo kasy bo np kupują prezenty a panie które świecą blaszką simple ochnik armani czy gucci długo kręcą nosem wybierają itp i wyjdą z najtańszym produktem po kilku rabatach.

      Usuń
  5. Masz rację człowiek na wejściu jest atakowany,gdy już coś wybierze ma nadzieję na spokój,A Pani pytając czy idziemy już do kasy z pewnością chce nas do niej odprowadzić,nie sterty atak i ta cała polityka sprawia że człowiek już na wejściu czuje się jak złodziej.te metody nie stety stosują w głównie w znanej i lubiane S.😀Następnym razem jeżeli kolejna z Pań zapyta w czym możne pomóc,najlepiej odpowiedzieć że może owszem pomóc ale w spłacie kredytu😀

    OdpowiedzUsuń
  6. Sytuacją z nadgorliwymi konsultantkami to pewnie Douglas/Sephora, bo wiadomo, w Rossmannie, czy innej drogerii nikt nie naciska na sprzedaż, bo i produkt znacznie tańszy :). Temat przewałkowany już przez masę osób, a i tak nic się nie zmieniło. Należy też dodać badający wzrok pań konsultantek, co również sprawdziłam na sobie. Ubrana "lepiej" jestem lepiej traktowana, ale już wejść w jeansach i bez torebki MK- jesteś biedakiem, który przyszedł po próbki (no tak, bo 0,002 ml podkładu w słoiczku sprawi, że poczuję się luksusowo).

    Co do testerów... niestety i w drogeriach i perfumeriach nagminnie są one zabierane przez pracownice, to samo próbki i gratisy :<. Stąd wysyp na Allegro, czy nawet w domach konsultantek- miałam znajomą z Douglasa, jej pielęgnacja opierała się na próbkach, bo miała w domu tony naprawdę fajnych miniatur, kosmetyczek, torebek, breloków, czy nawet testerów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, gdyby takich wpisów na blogach pojawiało się coraz więcej, bo jest wówczas szansa na jakieś pozytywne zmiany :-) Co do próbek, to zwykle dostaje coś, co nie jest przeznaczone do mojego typu cery, a gdy pytam o coś innego, to nie ma :-)

      Usuń
  7. Masz rację człowiek na wejściu jest atakowany,gdy już coś wybierze ma nadzieję na spokój,A Pani pytając czy idziemy już do kasy z pewnością chce nas do niej odprowadzić,nie sterty atak i ta cała polityka sprawia że człowiek już na wejściu czuje się jak złodziej.te metody nie stety stosują w głównie w znanej i lubiane S.😀Następnym razem jeżeli kolejna z Pań zapyta w czym możne pomóc,najlepiej odpowiedzieć że może owszem pomóc ale w spłacie kredytu😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta konsultantka nie robi tego bo chce, tylko dlatego że musi a takim tekstem wcale jej nie pomagasz... Dla Ciebie może i śmieszne dla niej nie bardzo jak słyszy to 5 raz tego samego dnia.

      Usuń
    2. Niestety konsultantki są takim jakby mięsem armatnim, bo to na nich skupia się cała agresja klientów spowodowana tą nadgorliwością.

      Usuń
  8. Niestety to w większości ściśłe wymogi sklepów. Nie raz było mi głupio gdy klient mówił po raz 2 i 3 że już nic nie chce a ja musiałam go ciągnąć po sklepie i namawiać do zakupu kolejnych rzeczy :-(

    OdpowiedzUsuń
  9. Apropo nadgorliwosci sprzedawców to widziałam fajne rozwiązanie gdzies w Korei. Przy wejściu do sklepu były dwa rodzaje koszykow w różnych kolorach. Jeden z napisem w stylu "potrzebuje pomocy" a drugi z czyms w stylu "chce się rozejrzeć w spokoju". Genialne rozwiązanie moim zdaniem bo zewsząd atakujące konsultantki mnie irytują jak chce w spokoju poczytać składy itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, super rozwiązanie!

      Usuń
    2. Genialne rozwiązanie! W naszym kraju podejrzewam jeszcze długo takie zwyczaje nie będą miały miejsca. Tu nie liczy się komfort klienta podczas zakupów, tylko twarda sprzedaż.

      Usuń
  10. A ja pracuję w Hebe i kiedyś napiszę o irytujących zachowaniach klientów �� a także jak wygląda praca z mojej strony m.in. o braku testerów, których my nie możemy zabrać do domu i też byśmy chciały na półkach, o zafoliowanych produktach, które klientki otwierają nagminnie.. itp. itd.. Temat rzeka i pokrywa się z Twoimi zastrzeżeniami. I bardzo dziękuję że Twoje "ale" są skierowane w stronę właścicieli sieciowek :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak, takie sytuacje są niemiłe i potrafią zniechęcić. Nie wiem, jak w innych miastach, ale w Poznaniu często nie mogę nigdzie znaleźć poszukiwanych produktów, dlatego chętnie robię zakupy on-line. Jakiś czas temu, podczas zakupów w Hebe, ekspedientka przy kasie zapytała dziewczynę przede mną, czy już wcześniej miała ten kosmetyk, który kupuje, bo jest on dość mocny i u niej wywołał spore podrażnienie lub reakcję alergiczną na skórze. Przyznam, że zaskoczyło mnie to, bo nie podejrzewałabym, że w sklepie może ktoś z obsługi odwodzić od zakupu ;) ale to w sumie miłe, że takie osoby się trafiają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie zaskakujące i niespotykane zachowanie ze strony sprzedawczyni. Pewnie szefa nie było w pobliżu :-D

      Usuń
  12. Niestety dopytywanie się konsultantek jest najczęściej wymogiem firm... Kiedyś byłam konsultantka polskiej marki makijażowej i niestety pytanie "w czym mogę doradzic?" było obowiązkowe, obowiązkowe było także opowiadanie o wszystkich nowościach, proponowanie produktow które w danym miesiącu musiały mieć wyższą sprzedaż :( dla tych Pań to jest na pewno nie raz krępujące widząc, że klient nie chce go słuchać, ale zawsze musza brać pod uwagę to ze możesz być tym tajemniczym, który wystawi ci ocenę lub osobą z zarzady firmy, która robi wizytacje i dopiero kiedy ją obsluzysz przedstawi się... Dlatego teraz biorę poprawkę na wszystkie propozycje, staram się z uśmiechem odmówić, nie raz wysłucham, porozmawiam i podziękuję i kupuje co chcialam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też staram się zachować "zimną krew" podczas tych nadgorliwości, bo wiem, że te dziewczyny po prostu muszą tak robić. Niestety czasem trafi się ten gorszy dzień i wiadomo... Bang! Człowiek wybucha :-)

      Usuń
  13. Dlatego boję się wchodzić np. do Sephory. Przez te nadgorliwe sprzedawczynie. Ja tez wiem, że one muszą tak podchodzić, ale czy naprawdę osoby "wyżej" nie moga zrozumieć, że większość osób jak będzie potrzebowało pomocy to podejdzie i zapyta. Ja przez takie praktyki również czuje się jak złodziejka, jak ktoś idzie w moją stronę to już robi mi się gorąco i szukam wzrokiem wyjścia. W przeszłości z grzeczności, pozwalałam sobie "pomóc" i potem wychodziłam z jakimś bublem, który mi sprzedawczyni wcisnęła. Dziś jak mnie ktoś tak "atakuje", mówię "nie dziękuję" i robię wyjazd ze sklepu, zazwyczaj na zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaglądam do takich sklepów już z czystego "musu", kiedy naprawdę potrzebuję jakiegoś produktu na już i nie mam czasu czekać na przesyłkę.

      Usuń
  14. Tak, najbardziej, i to się na razie pewnie nie zmieni, denerwuje mnie nadgorliwość (choć to słowo i tak nie oddaje trudu sytuacji), szczególnie dotkliwa w jednej z popularnych perfumerii.
    Sytuację miałam wręcz bliźniaczą, niestety nie raz i nie dwa. Po 30 sekundach od wejścia do drogerii, gdy nawet nie zdążyłam podejść do konkretnego stoiska, podchodzi do mnie najpierw jedna, po minucie druga, następnie po 3 minutach od wejścia trzecia pani. Aż w końcu czwartej, która "dopadła" mnie po dosłownie 3.5 minuty od wejścia powiedziałam ze zrezygnowanym, choć zdobyłam się na maksimum grzeczności, głosem: są panie przemiłe, ale proszę dać mi chwilę, dopiero weszłam. Najbardziej dziwi mnie jednak fakt, że ekspedientki mimo iż widzą, że ich pomoc jest nagminnie odrzucana, nadal-wciąż-niestrudzenie podchodzą i niestety, ale męczą! klienta skutecznie go tym zniechęcając do czegokolwiek, dosłownie.
    Niedawno zdarzyła mi się również sytuacja, gdy w tej samej perfumerii, wybierając perfumy, podeszła do mnie ekspedientka, która próbowała mnie namawiać na konkretne zapachy - sama jednak była zaraz po papierosie i strasznie, ale to strasznie pachniała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciągle podchodzą bo jak tego nie zrobią to mogą nawet stracić pracę. Nie w każdej S. tak jest ale moja koleżanka jak pracowała ich kierowniczka zmiany zawsze obserwowała kamery. I jeśli był klient do którego podeszły kolejno 4 z 5 pracownic to wzywała tą która tego nie zrobiła i musiała się tłumaczyć czemu. Kończyło się pouczeniem, że jeśli to się powtórzy to traci pracę. Więc to niestety durna polityka odgórna firmy a nie samych pracownic ;/

      Usuń
    2. Naprawdę współczuję konsultantkom, że są zmuszone do takich praktyk. Praca w perfumerii jest pewnie niezłą szkołą życia, poznawaniem ludzkich zachowań, budowaniem w sobie determinacji i siły charakteru. Myślę, że to dobra rozgrzewka przed porządnym wejściem na rynek pracy, bo już wszędzie indziej będzie lepiej. To pozwala też docenić pracę samą w sobie :-)

      Usuń
  15. Zgadzam się z Tobą. Jak to mówią "nadgorliwszość gorsza od faszyzmu" i też nie lubię być oblegana przez konsultantki. Co do kart rabatowych to już dawno ich nie noszę w portfelu tylko w telefonie a konkretnie w aplikacji "Stocard", którą serdecznie Ci polecam. Dzięki niej mam wszystkie karty i rabaty razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę wypróbować tę apkę. Czy wszystkie karty działają wtedy bez problemu?

      Usuń
  16. A mi się podobało w niemieckiej drogerii DM. Tam wszystkie kosmetyki były pozaklejane taśmą I rzadko kiedy nie było testera lub były pootwierane. A co do nadgorliwości to bardzo nie lubię zakupów w douglasie, za to w sephorze, przynajmniej w mojej okolicy jest spokojnie, może raz albo dwa zostałam zapytana... Ale może to jest związane z tym że ta sephora jest na prawdę mała i tam nie ma tyle konsultantek (zazwyczaj są dwie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam identyczne odczucia!

      Usuń
    2. Ciekawe kiedy do nas przyjdzie na moda na foliowanie produktów. Zauważyłam, że niektóre są już w ten sposób zabezpieczone, ale nadal to tylko mały odsetek.

      Usuń
  17. "Niestety" miałam przyjemność pracować w sklepie z lingerie, w którym wymogiem było wręcz napastowanie klienta. Zabronione było pytanie "w czym pomóc?", od razu na wejściu, gdy tylko klient spojrzał na produkt wiszący na ścianie, należało opowiedzieć o nim, poinformować go o najnowszych trendach, podać wszystkie możliwe promocje w sklepie i zaproponować brafitting, nawet, gdy nie szukał biustonosza. Do stanika zawsze musiałyśmy proponować bluzkę ;D, a gdy klient kupił mniej, niż trzy rzeczy, to była tragedia (jako sprzedawczynie byłyśmy ochrzaniane za parametry, więc nawet, gdy komuś się trafiały same zdecydowane klientki kupujące jedną, dwie rzeczy, to pod koniec dnia zbierało się cięgi). Oczywiście jak szefostwa nie było to schodziłyśmy z tonu, bo strasznie męczące jest takie wciskanie klientowi, nierzadko poirytowanego naszymi tekstami, bajery. A, no i ładnie ubrane Panie były lepiej traktowane, bo pewnie więcej kupią. Jak w ogóle szefostwo tłumaczyło to naskakiwanie? "Klient ma się poczuć luksusowo, obsługa ma być spersonalizowana, a przez takie dopytywanie będzie czuł się zauważony." Generalnie zniechęciło mnie to do pracy w handlu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe czy piszesz o Intimissimi, bo tam zawsze jestem namawiana na zakup 3 albo więcej produktów :-) Mnie w tych sklepach z bielizną odrzuca to, że panie potrafią władować się bez uprzedzenia do przymierzalni, kiedy mierzę jakąś bieliznę. Bez komentarza.

      Usuń
  18. Aż mnie wzięła ochota,by opowiedzieć historię jaka mnie spotkała. Nie mieszkam w Polsce i może raz byłam w Polsce w drogerii, zanim z Polski jako nastolatka wyjechałam
    Zawsze miałam miłe doświadczenie z drogeriami w UK, nikt mi się nie narzuca, jakby co to spyta o pomoc albo jeśli chcesz to porozmawia z nami, zeby było komfortowo i miło, nie ma presji. I tak jak sprawia mi przyjemność chodzenie na kosmetyczne zakupy u siebie, to gdy po iluś latach miałam okazję być w Polsce trochę mnie rypnęło. Jestem na lotnisku, dostrzegam stoisko w jednych ze sklepów z Ireną Eris, no to dawaj, trzeba przecież obczaić. Nakładam testery podkładów i czuję, ze ktoś mnie obserwuje. W końcu po 3 minutach podchodzi do mnie pani i pyta czy pomóc, a ja na to tak totalnie na luzie że bardzo mnie zainteresowała ta marka bo czytałam o niej sporo w internecie, jednak muszę się namyślić i posprawdzać testery, ale dam jej znać jak tylko będę potrzebować pomocy.. a ta gały na mnie wywaliła jakbym była jakaś nienormalna. Olałam i macam te testery dalej a ona się dalej na mnie gapi no to cóż, wyszłam bo jako introwertyk nie daję rady się skupić w takim klimacie :D Ogólnie słaby sposób sprzedaży mają,to totalnie nie tak powinno wyglądać, jakaś presja i ciśnienie a zero zrozumienia i empatii czy komfortu/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj też nie lubię takiej presji. Szczególnie zauważam ją w sklepach obuwniczych typu Kazar, Badura, Wojas czy Ryłko. Pracuje tam zazwyczaj kilka pań, które dokładnie śledzą każdy ruch klienta. Kiedy choć trochę zbliżysz się do butów, to od razu chcą szukać rozmiaru :-) Zdecydowanie bardziej lubię CCC czy Deichmanna i choć te ich buty są w większości kiepskie jakościowo, to chociaż mogę tam spokojnie złapać oddech :-)

      Usuń
  19. Pracuje w sieciówce co prawda nie kosmetycznej... niestety takie zachowania są wręcz wymagane żeby obsłużyć klienta od "dzień dobry" po "do widzenia", ale ja nie jestem nadgorliwa, zawsze pytam czy mam w czymś pomoc i jeśli mogę to zawsze to robie ale jak słyszę "chciałam się tylko rozejrzeć" to odpuszczam bo wiem ze sprzedaż będzie szła dużo lepiej jak dam klientowi się zastanowić czego konkretnie potrzebuje. W dużej mierze właściciele takich sklepów wysyłają milion informacji o nowych produktach na stronę internetową niekiedy godzinę przed otwarciem sklepu!!!! Powiedzmy sobie szczerze ze nie każdy lubi przeglądać internet w telefonie bo dostał informacje o danym produkcie na stronę internetową godzinę przed praca. Niekiedy dostajemy produkt, a potem około 2 dni po dostawie informacje co to za marka i jakie ma zalety czy korzyści. Potem pytane przez klienta "co to za marka" odpowiadamy ze nie wiemy i czytamy to co jest na metce co klient może sam odczytać... jak zaczynamy się tłumaczyć z niewiedzy wysluchujemy pretensji "wy tu jesteście żeby mnie obslugiwac i informować"!!! Ale my możemy pisać i dzwonić i prosić o jakieś informacje a góra milczy...
    Sama nie znoszę wciskania produktow na siłę i często tego nie robię, dostaje burę od kierownika ale po prostu nie potrafię wciskać komuś czegoś czego sama bym nie użyła...
    Ciesze sie ze rozumiesz także druga stronę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, bo sama lata temu pracowałam w sieciówce. Krótko, ale to dało mi całkowity obraz tego jak pracownik jest tam traktowany. I jak widać po dziś dzień nie uległo to żadnym pozytywnym zmianom. Jest tylko gorzej :-(

      Usuń
  20. Bardzo dobrze napisane :) mnie tez to niesamowicie denerwuje. Co wiecej - mialam (nie)przyjemnosc pracowac kiedys w punkcie znanej marki z lakierami hybrydowymi. Kazano nam zaczepiac klientki i mowic te wszystkie sztuczne regulki i wciskac nowe produkty, ktore z mojego punktu widzenia byly slabsze niz konkurencji (plus taki ze mialysmy duzo szkolen i bardzo duza wiedze) ale UWAGA: nie mialysmy zadnej prowizji. Przestalam wkoncu klamac jakie nasze produkty sa super i zaczelam doradzac indywidualnie kazdej klientce. Kiedy traktowalam klienta jak czlowieka i odradzalam niektore produkty, ktore wiedzialam ze nie spelnia oczekiwan - mialam wrazenie ze bardziej mi ufa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię takie indywidualne podejście do klientów i to, że sprzedawcy wiedzą co mówią. Takie szkolenia są niesamowicie istotne i to nie tylko z uwagi na pozyskanie wiedzy o produktach, ale też umiejętności rozmowy z ludźmi. Szkoda, że tak mało marek uczy psychologicznego podejścia do sprzedaży i skupia się na tym najprostszym modelu "wciskania" produktów + recytowaniu regułek.

      Usuń
  21. W czym mogę pomóc ? Proszę pożyczyć mi 300zl na zakup oto tej wody toaletowe :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Gdzieś słyszałam, że konsultantki pracujące w perfumeriach polują na klienta, bo liczy się tylko to, kto nabije kosmetyki na kasę - stąd te desperackie podejścia jedna po drugiej, bo najważniejsze, kto ostatecznie skasuje klienta :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie? Jeśli to prawda, to atmosfera w pracy między załogą musi być nie do zniesienia.

      Usuń
    2. Oczywiście, że tak ;)
      W sieciówkach są plany sprzedażowe miesięczne, tygodniowe, dzienne. Każda dziewczyna, która ,,zaprowadzi" swoją klientkę do kasy nabija na swoje konto całą kwote za produkt.
      I tak to właśnie wygląda w rzeczywistości..
      - Były pracownik LPP

      Usuń
    3. Czyli dobrze słyszałam ;) Ponoć są niezłe wojenki, bo np. jedna konsultantka namówi klientkę na krem, klientka jeszcze chwilę pokręci się po sklepie i dopiero po chwili idzie do kasy, skasuje ją inna konsultantka i to jej "przypisuje się" sprzedaż, a nie tej pierwszej :P

      Usuń
  23. W drogeriach, gdzie czuje oddech pracownic po prostu wychodzę bo nie potrafię w spokoju wybrać produktu, który miałam zamiar kupić. Raz zapytałam Panią czy musi stać przy moim ramieniu i czekać aż coś ukradnę (bo w końcu każdy klient to potencjalny złodziej), po czym wyszłam. PS. Kosmetolożki zaraz napiszą, że parafiną nie zapycha. PS. mnie też zapycha:)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ewidentnie zapycha poza strefą okolic pod oczami :-)

      Usuń
  24. Ja nie znosze tego zawirowania wokół kart i aplikacji..w sklepie R.kupuje jedynie coś do włosów a wcześniej jak dzieci były małe to pieluchy itd ale też nie jakoś często raz na 2 mce. .to po co mi karta ..nie mam i nie będę miała wiem ze ekspedientki są szkolne do tego by wciskaly przy kasie wszystko co możliwe ale jak mi ktoś chamsko się narzuca to tym bardziej się blokuje i czuje się zniechecona sklepem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do kart... Zazwyczaj jak jestem o nią proszona i uda mi się jakimś cudem odnaleźć ją w portfelu to okazuje się, że nie mam żadnego rabatu. Produkt nie podlega promocji :-) #hah

      Usuń
  25. Jezeli chcesz pomniejszyć portfel o stos kart, polecam aplikację stocard. Można do niej wgrać wiele kart do sklepów, dzięki niej wymieniłam się ze swoją mamą kartami, bo to kwestia kodu😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy wszystkie karty działają bez problemu i rabaty są naliczane? Bo dziewczyny piszą, że jest z tym problem czasami :-)

      Usuń
    2. Używam tej aplikacji od dawna, nigdy dotąd nie miałam problemu z działaniem kart. Bardzo fajna rzecz :-)

      Usuń
    3. Jeśli jest problem z zeskanowaniem kodu karty, zawsze można wprowadzić go ręcznie. Nie ma problemu z pokazaniem takiej karty z telefonu w sklepie.

      Usuń
  26. Jak wchodzę do douglasa to czuję się jak zając na którego poluje stado myśliwych.

    Jakiś czas temu ich konsultantka w tym sklepie w Warszawie wprowadziła mnie w błąd jeśli chodzi o szczoteczkę do twarzy Foreo. Na szczęście doczytałam w domu, że ta o którą pytałam się nie ładuje, a Pani twierdziła inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety zawsze trzeba najpierw samodzielnie wszystko sprawdzić, a później jedynie się upewniać :-)

      Usuń
  27. Achhh, skąd my to znamy! Jasne że tego nie znoszę i mam ochotę wiać jak najdalej. Mam wrażenie, że oni wszystko robią, żeby zostać sam na sam z półkami. Jeszcze ten brak wiedzy i wodząco-śledzący wzrok ochrony. Ja rozumiem źe taka praca, ale do czego to zmierza...

    OdpowiedzUsuń
  28. Sama pracuję jako sprzedawca kosmetyków i cieszę się, że potrafisz spojrzeć głębiej na te problemy, zwłaszcza zachowania wobec klienta i niewiedzy. Mnie przeszkoliła zmienniczka pracująca 4 miesiace dłużej niż ja, a ją z kolei przeszkoliły poprzednie pracownice itd... ogrom wiedzy mam od klientek, również z internetu - ale głównie w sprawach, ktore mnie prywatnie interesują (włosomaniactwo) albo kiedy zostałam zapytana o coś nieznanego. Klientki jak najbardziej mają prawo do pytan, ale jako osoba z drugiej strony lady apeluję do wszystkich o rozsądek... Na porządku dziennym są pytania o opinie o kosmetyku, który albo od niedawna mamy w ofercie, albo jest zupełną nowością. Kiedy uczciwie o tym informuję, często tracą zainteresowanie i na zasadzie "niech ktos inny przetestuje" proszą o sprawdzony przez siebie starszy produkt. Ręce opadają - skąd brać opinie, kiedy zainteresowane osoby nie chcą kupić i przetestować? Oczywiście rozumiem, że to ryzyko itd., ale czy jeśli w ten sposób traktuje się niesprawdzone nowości, to jakim prawem pyta się o opinie? Zresztą z samej nazwy: opinie to nie fakty i to, że u kogoś dany produkt się sprawdzi, nie znaczy, że dla każdego będzie doskonały. Mimo to miałam sytuację, że klientka wróciła bardzo niezadowolona z mojej rekomendacji i nie omieszkała o tym powiedzieć, zastanawiając się, jak sprzedawca mógł coś tak fatalnego polecić... Rozpisałam się, ale chciałam tylko pokazać drugą stronę medalu, której świadoma jest mniejsza część osob, bo przecież (na szczęście!) większość z nas kupuje, a nie sprzedaje kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś dopytywałam o jakiś produkt do pielęgnacji włosów, to pani po prostu uciekła. Za chwilę przyszła jej koleżanka i powiedziała, że tamta uciekła ze strachu, bo zna mnie z bloga i nie wiedziała co mi odpowiedzieć :-)

      Usuń
  29. Jakie strony online polecasz do zakupu kosmetyków? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różne, ale tak na szybko mogę polecić iperfumy, Mintishop, Cocolita czy Urodomania :-)

      Usuń
  30. A wiecie ile jest klientek, które lubią nachalność konsultantek? Bardzo wiele. Takie osoby po prostu lubią być w centrum zainteresowania, bardzo często kiedy doradca już wyczerpie temat, taka osoba pyta:a co jeszcze może mi Pani zaproponować? Mam kilka klientek, które jak wchodzą do sklepu, to wiem że minimum 45 minut będę musiała im poświęcić.

    OdpowiedzUsuń
  31. Odnośnie tego, że czujecie się jak złodzieje, bo ktoś ciągle na was patrzy albo za wami chodzi. Widać, że nie macie pojęcia jak wygląda praca od drugiej strony. Kradzieże zdarzają się po kilka razy dziennie, a kradną tak różnie wyglądający ludzie, że czasami człowiek już głupieje. Od panów żuli, przez dzieci, mężczyzn w garniturach i panie z torebkami MK czy LV. Ostatnio u nas kobieta w ciąży!naprawdę dobrze ubrana, zadbana do torebki nawrzucala kosmetyków za 700 zł! Wczoraj para, na oko mieli może po 30 lat, weszli do sklepu, obczaili czy nie ma nikogo w pobliżu, ona otworzyła lekko torbę z innego sklepu, a on w tym momencie wrzucał towar, kolejne 400 zł poszło. Nigdy byście nie pomyślały że ktoś taki moze kraść. A najlepsze jest to, że pracownicy maja premię, które są zależne od wysokości strat i kradzieży. Więc wszystkie takie kradzieże, rozbite, zniszczone kosmetyki, pootwierane idą w straty sklepu a potem pracownicy nie mają premii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nadal nie zmienia postaci rzeczy i tego, że mamy takie odczucie jako osoby, które nie przyszły podkładać bomby czy kraść co popadnie :-) Swoją drogą to naprawdę smutne, że premia pracowników jest uzależniona od ilości strat/kradzieży. Strata powinna być niejako wliczona w działalność sklepu. Na tym między innymi polega ryzyko prowadzenia biznesu i w mojej opinii nie powinno się obarczać tym sprzedawców.

      Usuń
  32. Odnośnie tego, że czujecie się jak złodzieje, bo ktoś ciągle na was patrzy albo za wami chodzi. Widać, że nie macie pojęcia jak wygląda praca od drugiej strony. Kradzieże zdarzają się po kilka razy dziennie, a kradną tak różnie wyglądający ludzie, że czasami człowiek już głupieje. Od panów żuli, przez dzieci, mężczyzn w garniturach i panie z torebkami MK czy LV. Ostatnio u nas kobieta w ciąży!naprawdę dobrze ubrana, zadbana do torebki nawrzucala kosmetyków za 700 zł! Wczoraj para, na oko mieli może po 30 lat, weszli do sklepu, obczaili czy nie ma nikogo w pobliżu, ona otworzyła lekko torbę z innego sklepu, a on w tym momencie wrzucał towar, kolejne 400 zł poszło. Nigdy byście nie pomyślały że ktoś taki moze kraść. A najlepsze jest to, że pracownicy maja premię, które są zależne od wysokości strat i kradzieży. Więc wszystkie takie kradzieże, rozbite, zniszczone kosmetyki, pootwierane idą w straty sklepu a potem pracownicy nie mają premii.

    OdpowiedzUsuń
  33. Już dawno wypracowalam sobie metodę, że po drugim "w czym mogę pomóc" stwierdzam stanowczo "jak będę potrzebowała pomocy to panią znajdę, ok?" i zazwyczaj mam już komfort.

    OdpowiedzUsuń
  34. Hej! Co do tych wszystkich kart i braku miejsca w portfelu - polecam aplikację Stocard, na której możesz zapisać kody każdej możliwej karty i możesz wyrzucić ten plastik i mieć wszystko w jednym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy wszystkie karty działają i rabat bez problemu zostaje naliczany? Kilka dziewczyn pisało, że nie zawsze ta aplikacja działa.

      Usuń
  35. Ja jestem uprzejma, ale współczuje sprzedawcom, którzy trafiają na mojego męża. Raz mój mąż, gdy pani zapytała po raz drugi "czy mogę w czymś pomóc", odpowiedział: "tak, potrzebuję umyć auto". :) Innym razem po prostu wyszedł. Niech kierownicy i właściciele sklepów zastanowią się czy nadskakiwanie klientowi i nachalność go nie odstraszają. Mnie odstraszają. Często rezygnuję i wychodzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam facetów, którzy chodzą na "podryw" do perfumerii i nawet chcą być traktowani z nadgorliwością. Może pozostawię to bez komentarza :-)

      Usuń
  36. Niestety również miałam dużo tego typu sytuacji w różnych drogeriach. Moja ulubiona: chciałam kupić perfumy, podchodzi pani konsultantka i pyta, w czym może pomóc. Mówię zatem, że jestem zainteresowana zakupem perfum, ale nie ma do nich testera. Na co pani odpowiada, że niestety nie ma testera do tych perfum, więc mogę kupić, ale bez uprzedniego powąchania. Stwierdzam zatem, że nie mogę tak dokonać zakupu, gdyż nie wiem, jak perfumy pachną. Na co pani konsultanta odpala: "Ładnie" :)
    Oczywiście nie muszę chyba dodawać, że wyszłam z pustymi rękami :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Pracowałam w perfumerii dość długo i mogę Wam trochę opowiedzieć. Standardy obsługi są wymyślane „na górze” i poparte miarodajnymi badaniami. Gdyby takie praktyki nie były skuteczne i mierzalne w wynikach, po prostu by je zmieniono. Narzekają głównie młode dziewczyny, niektóre wychodzą po pierwszym „dzień dobry”. Starsze kobiety, pewniejsze siebie i z większym portfelem nie boją się konsultantek. Dlatego polityka firmy nie zmieni się, to są sklepy dla ludzi, którzy zostawiają tam ogromne pieniądze 😉 Nie liczy się 500 zł zostawione w kasie, a minimum 5000 na jednym paragonie. Dlatego nikt „na gorze” nie będzie brał sobie do serca takich uwag, niestety. Perfumeriom zależy na luksusowych standardach i luksusowych klientach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, że dla tych "na górze" komfort zakupów młodych i niepewnych siebie kobiet jest kompletnie nieistotny :-) One jednak też przychodzą do sklepu wydać pieniądze i całkiem możliwe, że nawet większe, niż te starsze z dużym portfelem. I tu raczej nie chodzi o strach przed konsultantkami, tylko o to, że sprzedawcy niejednokrotnie uprzykrzają cały proces zakupu. Jeśli takie wartości wychodzą w wynikach, to są dla mnie tak samo wiarygodne, jak ankietowani w Familiadzie :-)

      Usuń
  38. Normalnie trafiłaś z tym w czasie... Byłam w drogerii d.... I się wkurzyłam bo chciałam kupić podkład Ireny Eris i po drodze zaczepiły mnie wszystkie na drodze do tych kosmetyków panie... W końcu w popłochu uciekłam przed nimi na koniec sklepu i tu stała taka spokojna dziewczyna i nic ode mnie nie chciała (aż dziwne!) zauważyłam że panie się zbliżają Więc zapytałam o podkład z cliniqu'a i dlaczego te kobiety tak się zachowuja więc okazało się że taka jest polityka sklepu i muszą wyrobić miesiąc żeby zachować pracę! Jakaś tragedia... Dziewczyny okazała się super konsultantka z firmy zewnetrznej wyszłam Z podkładem pudrem matującym kremem do twarzy i pod oczy zadowolona ze nikt mi nie wciskał niczego na siłę a pokazywał bez zbędnego zachwalania... Przez chwilę nawet stwierdziłam że będę tam robić zakupy dopoki nie doszłam do kasy... Nie mam na mysli kwoty która Zostawiłam a pani przy kasie ktora próbowała mi wcisnąć wszystkie możliwe rzeczy z promocji. Tragedia.

    OdpowiedzUsuń
  39. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś, także mam takie odczucia. Niestety to bardzo zniechęca, kiedyś w jednej z drogerii ciagle chodził za mną ochroniarz ;/ w końcu zadałam mu pytanie z tych krępujących : gdzie leżą podpaski i wtedy speszył się i odszedł. Ale zarówno konsultantki jak i ochroniarze nie są niewidzialni i nie wiem skąd ta polityka natarczywości.

    OdpowiedzUsuń
  40. Ja tez nie znoszę być wręcz atakowana przez konsultantki w sklepie. Co mnie kilka razy spotkało i jest żenujące to prawie wyrwanie produktu z ręki który wybrałam i bieg z nim do kasy. Jestem przekonana ze każda z konsultantek dostaje profity za jak najwiecej sprzedanych kosmetyków mimo ze to ja sama wybrałam sobie dany produkt...

    OdpowiedzUsuń
  41. Sama często bywałam ofiarą nadgorliwości obsługi i między innymi dlatego pokochałam zakupy online. Dodatkowo wkurzają mnie pootwierane kosmetyki i brak testerów szczególnie w tuszach do rzęs :/

    OdpowiedzUsuń
  42. tak! to "polowanie" w Sephorze i Douglasie mnie przeraża i zawsze tam wchodzę ze słuchawkami na uszach albo staram się np. dzwonić do mamy akurat przy wejściu tam, żeby się konsultantki odczepiły :D za to jak potrzebuję pomocy to albo wszystkie gdzieś sobie gadają po kątach, albo nie potrafią mi pomóc (np. raz dziewczyna w Sephorze nie potrafiła mi przeczytać nazwy produktu z kartonika, który trzymała w dłoni...).

    podobne rzeczy zaczynają się dziać w Kontigo też. uwielbiam tę sieć, bo mają naprawdę super ofertę, ale bez względu na to, czy przychodzę z konkretnym planem na zakupy, czy o tak o, żeby sobie pooglądać i może dać się czemuś skusić, nie znoszę, jak mi ktoś dyszy nad głową i co chwila odrywa od czytania etykiet i sprawdzania opinii w necie... a dziś konsultantka, spławiona wcześniej hasłem "nie, nie potrzebuję pomocy", widząc, że chodzę po sklepie z JEDNĄ rzeczą, podeszła do mnie z koszykiem i zaczęła mi go wciskać w ręce, bo może będę potrzebować... o.O

    OdpowiedzUsuń
  43. Pracowałam jakiś czas w drogerii.Niestety targety są nieubłagane -nie wyrobisz to wylatujesz, nie podejsziesz do kogoś mimo że A i C też już były -na kamarze to zobaczy kierowniczka to upominka albo na dywanik, dlatego dziewczyny polecają markę X bo muszą, kolejną sprawą jest wielozadaniowość jesteś nie tylko konsultantką ale i ochroniarzem, kasjerem, wykładaczem towaru, sprawdzasz daty, zmieniasz ceny, gazetki...takie są Polskie realia.Jeśli chodzi o karty to zwykły chwyt na pozyskiwanie danych i zachęcanie klienta do powrotu kasa, kasa, kasa.W mojej drogerii byłam na 2 dniach szkolenia gdzie były podstawy i nazwy łacińskie ale nikt nie miał czasu się tego uczyć ani chęci (praca na etacie poniżej 2tyś zł) czasem premia 100-300 zł. Gdyby praca była lepiej płatna i konsultantka faktycznie była konsultantką a nie wszystkim to z pewnością osoby z kierunkowym wykształceniem (sama jestem po kosmetologii) zostałyby w firmie X czy Y i umiały profesjonalnie doradzić, ale niestety takie osoby szybko wylatują przez chore ambicje góry która nie ma pojęcia co potrzebują nasze klientki.PS co do testerów to zgadzam się na 1000% jak są to jest dobrze tylko niektóre laski nie mają mózgu i mimo że testery są to i tak otwierają inne kosmetyki.Pozdrawiam serdecznie wszystkich to czytających! PS: Dziewczyny piszcie e-maile do centrum obsługi danej drogerii czy perfumerii -jak w końcu dostaną po 1000 emaili dziennie że Was to denerwuje to ruszą te swoje tyłki i zaczną zmieniać 'standardy'.

    OdpowiedzUsuń
  44. Cygan Katarzyna30 października, 2018

    Mnie bardzo denerwuje nadgorliwość ochroniarzy w drogeriach. Wiadomo, są od tego, by pilnować, ale niefajnie czuć ich oddech na plecach cały czas ;)


    Dario, mam pytanie z innej bajki: czy próbowałaś kiedyś hydrolatów? Ciekawi mnie ten sposób pielęgnacji skóry :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Dokładnie ja mam tak samo: "atakowana" lub życzliwie napastowana zazwyczaj pokręcę sie jeszcze chwilkę i wychodzę. No cóż, czasem lubie sobie spokojnie zastanowić sie bez nagabywania. I jeszcze jedna rzecz: w HEBE przy płaceniu pani do mnie: "kartę hebe poproszę!" szukałam dośc długo: no nie mogłam znależć, wtedy ona: "nr telefonu!", no nie, tego już było za dużo, kolejka za mna a ona mnie o tel pyta. Mówię, że nie podam i pytam czy bez tej karty to już nie moge kupić??? spojrzała jak na wariatke i nabiła na kasę. No horror jakiś, wywalam te karty Hebe bo nic nie dają.
    A

    OdpowiedzUsuń
  46. O rany, ujęłaś niemal wszystkie punkty, które przekonują mnie by nie zaglądać do drogerii. O ile jeszcze jestem wyrozumiała za zagadującej obsługi (chociaż to, czego doświadczyłaś to normalnie jakiś zmasowany atak, nie obsługa :o), to jednak nigdy nie przestanę się irytować na brak testerów. Strasznie mnie oburza, że nie mogę nawet sprawdzić, jak wygląda produkt! To podstawa! A potem dziwić się, że ludzie otwierają normalne produkty do sprzedaży... Nikt nie chce kota w worku. Ostatnio miałam taką sytuację, że szukałam podkładu. Znalazłam taki o odpowiedniej konsystencji i kryciu, wyszukuję odpowiadajacy mi kolor, biorę... a tam wyraźne ślady zużycia i brak 1/3 objętości. I żeby było śmieszniej - to była ostatnia sztuka na półce...
    Z drugiej strony - jak właśnie kupować kolorowe kosmetyki przez internet? Chyba tylko iść do normalnej drogerii, obejrzeć i potem zamówić. Tylko czy to nie jest oszukiwanie?

    OdpowiedzUsuń
  47. Haha to spojrzenie konsultantek na człowieka jak na "zwierzynę" do upolowania mnie zawsze bawi :) Czuje się jak gwiazda, którą obsługa obczaja - bo skądś znają! :D A może Ciebie właśnie rozpoznały z blogosfery, albo może zachwycały się cudnymi włosami :D

    OdpowiedzUsuń
  48. Kiedyś Pani w jednej z drogerii nie wiedziała o czym mówię, gdy zapytałam o bardzo znany podkład Estee Lauder double wear. W końcu sama go tam znalazłam, choć utrzymywała, że taki nie istnieje 😆

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może niewłaściwie wymawiałaś nazwę ;-)

      Usuń
  49. Tak, potwierdzam. Konsultantki mają standardy obsługi i rzeczywiscie głównym targetem sa zamrozne klientki, które wrecz oczekują nadskakiwania. Opinia zwyklych dziewczyn, ktore zostawiaja 200-300 zl nie liczy sie. Koleżanka pracowala w simplu. Mialy plany sprzedazowe mierzone ilością nabitych paragonów.

    OdpowiedzUsuń
  50. Witaj. Podczytuję Twojego bloga od bardzo dawna i nie udzielałam się nigdy, ale na ten post odpowiem z poziomu właśnie takiej konsultantki, żeby wyjaśnić Tobie i innym kobitkom te wszystkie straszne niedogodności, z którymi się musicie borykać w drogeriach ;), jak to wygląda z naszej strony.
    Punkt 1. Tutaj muszę przyznać, że miałaś pecha, zazwyczaj do klienta podchodzi jedna konsultantka. Jest to standardem obsługi narzuconym odgórnie, żeby zainteresować się klientem, doradzić. To , że podeszło do Ciebie kilka konsultantek można nazwać pechem, natomiast niestety nie mamy radaru ani yoki-toki na sali sprzedaży, żeby konsultować między sobą czy akurat do pani w długich brązowych włosach podeszła Asia na dziale makijażu, czy Kasia z włosowego, a później Ela z dermokosmetyków. Po prostu robimy swoje, więc kiedy jest dużo klientów w sklepie zdarza się, że do jednej klientki podejdą 2 konsultanki. Po drugie zazwyczaj w drogeriach obowiązuje system premiowy oparty na wizycie tajemniczego klienta, która odbywa się raz na miesiąc. Wyobraź sobie, że od jednej konsultacji na msc (gdzie do sklepu zagląda kilkadziesiąt tysięcy klientów miesięcznie), zależy premia całego zespołu.
    2. Sytuacja z produktem z parafiną nie powinna mieć miejsca, ale czy to znaczy, że wszystkie konsultantki są takie same ?
    3. W asortymencie sklepu jest kilkanaście/ kilkadziesiąt tysięcy produktów + co miesiąc kilkadziesiąt/kilkaset nowości. Czy naprawdę myślisz, że w takiej drogerii mamy szkolenie z tych wszystkich produktów, znamy składy wszystkich kremów, dostajemy próbki wszystkich produktów, wszystko testowałyśmy i będziemy wiedziały na co masz uczulenie? Serio? Owszem, szkolimy się, interesujemy się tym hobbistycznie, szkolimy się również w domu, ale bez przesady. Możemy znać np główne składniki danego kremu i ich działanie, ale nie wiemy czy akurat będzie dla Ciebie dobry.

    Podsumowując, bardzo
    4. Tego nie będę komentować, bo nie wiem, za bardzo o co chodzi w tym podpunkcie. Skoro w danym sklepie jest promocja z kartą, to znaczy, że w celu skorzystania z promocji trzeba mieć kartę, albo iść do innej drogerii, a nie mieć pretensje. Pierwszy raz się spotykam z narzekaniem na promocje.
    5. Za zafoliowanie kosmetyków jest odpowiedzialna marka, która kolorówkę przesyła do drogerii np. Maybelline (dodam, że nie każde marki używają tego typu zabezpieczeń). Za testery również, więc jeśli do danego produktu (powiedzmy pomadka Maybelline nr 89) nie dosłano testerów wraz z dostawą, lub tester się skończył, to kolejne doślą przy następnej dostawie (i to też nie na 100 %). W tym czasie klientki sklepu otwierają pełnowartościowe produkty i same sobie robią testery. Nie jesteśmy w stanie pilnować wszystkich pań, więc tu jest zamknięte koło. I tak, nas też bardzo irytuje brak testerów, bo nie możemy np. klientce dobrać podkładu, czy szminki, i jeszcze do tego musimy świecić oczami i przepraszać za to.

    Podsumowując, odniosłam wrażenie kosmetyczna hedonistko, że konsultantki w drogeriach traktujesz jak... no nie wiem, podgatunek, i że winisz je za całe zło, które występuje w drogeriach. Trochę mnie rozczarowałaś tym postem, bo wykazałaś się dużą niewiedzą i brakiem zrozumienia dla czyjejś pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do testerów to w niemieckiej drogerii DM są zaklejone taśmą produkty. Nie wiem kto się tym zajmuje ale raczej nie producent produktu...
      A co do twoich "pretensji" do Darii... przecież jasno jest napisane, że nie podoba jej się stosunek konsultantek do klientów Ale stara się być uprzejma, bo wie że to nie zależy od nich samych tylko jest to odgórny nakaz...

      Usuń
    2. Każda ze stron ma swoje racje, ale... Jako klientka mam prawo wyrazić swoje niezadowolenie z powodu jakości obsługi. Mój kontakt z marką odbywa się w sklepie za pośrednictwem sprzedawcy - nie managera sprzedaży, stąd uwagi skupiają się na tych pierwszych, niestety. Druga sprawa jest taka, że to sprzedawcy są dla klienta - nie na odwrót - koniec końców to serwis decyduje o tym, czy wrócę do danego sklepu czy nie.
      Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że staram się wykazywać zrozumienie dla tych „technik sprzedażowych” czy zachowań ochroniarzy, bo mam świadomość, w jakich warunkach pracują te osoby... Poza tym nie odbieram tego personalnie :-)) No chyba, że ktoś przekroczy granice przyzwoitości...
      Dla równowagi mogę powiedzieć, ze wiele razy - w D. i S. zostałam miłe zaskoczona jakością porad i makijażu, pod których wpływem kupiłam produkty, na które wcześniej nie zwracałam uwagi - a powinnam! :-) Pozdrawiam

      Usuń
  51. Z powodu nachalności konsultantek nie lubię chodzić do drogerii typu Sephora, obserwują każdy krok, nie czuje się tam swobodnie a czasem mam ochotę coś po prostu obejrzeć i nie zawsze kupować. I jeszcże wciskanie produktów. Brak testerów również niesamowicie mnie irytuje.

    OdpowiedzUsuń
  52. Teraz większość zakupów robię w internecie ale po ty artykule przyszło mi do głowy, ze następnym razem jak w perfumerii (a zwykle idę po coś bardzo konkretnego a nie szukać nowości) dorwie mnie konsultantka z pytaniem czy może jakoś pomóc to odpowiem (bardzo uprzejmie) "tak, poproszę rabat 50% na ten produkt". Ciekawa jestem jak zareaguje....

    OdpowiedzUsuń
  53. Mnie też denerwują te karty, aby uzyskać rabat. Ja akurat nie mam smartfona (nie mogę rozstać się z moim Sony Ericssonem) i nie mam możliwości mieć takiej karty. Poza tym nie lubię podawać swoich danych osobistych po to, żeby kupić szampon. Co do obsługi to nie zauważyłam jakiegoś wciskania produktów. Raczej często muszę szukać obsługi, żeby o coś zapytać. Obsługa często niestety nie pomaga, bo ich wiedza na temat produktów jest bardzo nikła. Kosmetyków kupuję sporo, czytam składy i unikam szczególnie SLS i sztucznych barwników.

    OdpowiedzUsuń

Custom Post Signature

Custom Post  Signature