Top Social

6 ŻENUJĄCYCH HISTORII Z SALONÓW PIĘKNOŚCI...

Ile razy zdarzyło się Wam wrócić od fryzjera czy kosmetyczki z dużym niesmakiem i poczuciem żenady? Ja miałam kilka takich sytuacji i w dzisiejszym wpisie postanowiłam podzielić się z Wami tymi "przygodami". Dziś te historie są dla mnie pewną przestrogą i często wspominam o nich moim znajomym w formie żartobliwej anegdoty, choć w tamtym czasie wcale nie było mi do śmiechu. Jesteście ciekawe? To zapraszam do dalszej lektury.


NA CZARNO
Tak naprawdę moja niechęć do wizyt u fryzjera zaczęła się już kilkanaście lat temu. Gdzieś koło 18-stki zamarzyły mi się kruczo-czarne włosy, co było chyba spowodowane moją fascynacją zespołem O.N.A i Agnieszką Chylińską. Kompletnie nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego, że ten kolor mi nie pasuje i postarza mnie o jakieś 10 lat. Miałam też wówczas duże problemy z cerą, a tak ciemny kolor jeszcze bardziej to uwydatnił. Poza tym nie wiedziałam też o tym, że farbowanie na czarno, to w zasadzie "droga bez powrotu" i że pozbycie się tego koloru będzie cholernie trudne. W tamtym czasie nie było tak profesjonalnych salonów, jak dziś, więc nie mogłam liczyć na fachową poradę i odciągnięcie mnie od tego głupiego pomysłu na zmianę wizerunku, więc fryzjerka szybko przystąpiła do farbowania. Do salonu przyszłam ze swoim szamponem koloryzującym i była to granatowa czerń z Palette, która miała być (podobno) zmywalna. Doskonale pamiętam cały proces farbowania, bo zarówno ja, jak i cały salon wraz z klientkami miałyśmy na sobie tę granatową czerń. Farbę miałam dosłownie na całej twarzy, szyi i dłoniach, które wystawały spod peleryny, a fryzjerka była tak spocona i przerażona tą moją koloryzacją, że w połowie farbowania chciała zrezygnować i zlecić to koleżance. Chyba pierwszy raz farbowała tak długie włosy (do pasa) i kompletnie nie wiedziała na co się pisze. Domyślam się, że prawdopodobnie w ogóle nie miała do czynienia z czarną farbą, bo w żaden sposób nie zabezpieczyła mojego czoła przed ewentualnymi zabrudzeniami, a poza tym robiła to z takim "rozmachem", jakby kładła mi na włosy odżywkę. Po tym całym farbowaniu zdjęłam pelerynę, która odsłoniła kolejną, okrutną prawdę. Nie dość, że farbę miałam na skórze, to jeszcze na całym ubraniu. Dziś wspominam tę czarną masakrę z uśmiechem i poczuciem żenady, ale wtedy byłam załamana, bo w tym kolorze wyglądałam naprawdę źle, a zabrudzenia na skórze utrzymywały się bardzo długo. Wówczas pocieszał mnie fakt, że to przecież szampon koloryzujący i niedługo znów wrócę do swojego naturalnego brązu. Kolor po kilkunastu myciach w ogóle się nie wypłukał, więc farbowałam włosy na czarno jeszcze przez kilka lat. Nigdy jednak nie zdecydowałam się już na koloryzację u fryzjera, a odrosty robiła mi moja mamcia. 


DELIKATNE PODCIĘCIE KOŃCÓWEK
Domyślam się, że wiele z Was również spotkała przykra przygoda u fryzjera związana z "delikatnym podcięciem końcówek", które w rezultacie okazywało się utratą połowy długości włosów. Od kiedy pamiętam miałam bardzo długie włosy i kiedy podcinała mi je mama, to zawsze robiła to z dużą powściągliwością, a ja denerwowałam się, że ścinała za mało. Aż do momentu, kiedy postanowiłam udać się do profesjonalnego salonu i to wtedy pierwszy raz wyszłam od fryzjera z płaczem. Sytuacja wyglądała mniej więcej w ten sposób. Przychodzę do fryzjera i mówię, że chcę podciąć końcówki o 4 centymetry. Ciach. Obracam się do lustra i nie mam połowy włosów! Na moje oko było to jakieś 10 centymetrów i kiedy zapytałam dlaczego fryzjerka ścięła ich tak dużo, to odpowiedziała, że tyle przecież chciałam! Dla dziewczyny, która zawsze miała włosy do pasa, to był prawdziwy cios i długo nie mogłam się przyzwyczaić do takiej długości. Po tym incydencie przychodziłam już do fryzjera z linijką, dokładnie pokazując fryzjerce ile dla mnie oznaczają 4 centymetry. Miałam jednak wrażenie, że i tak ścina ich trochę więcej, więc postanowiłam ostatecznie powierzyć podcinanie włosów mojej mamie. Później odkryłam metodę na kitkę, z której korzystam do dziś. 


FRYZJERSKA SZTUCZKA
Już jako nastolatka interesowałam się pielęgnacją włosów i różnymi fryzjerskimi zabiegami, z których dosyć często korzystałam. Te wszystkie "zabiegi" w zasadzie opierały się na tym, że fryzjerka nakładała na włosy odżywkę, która miała jakąś wyrafinowaną nazwę typu "odmładzająco-rewitalizujący rytuał Azteków z kwiatu lotosu" i kazała usiąść pod sauną parową. Wiadomo, że włosy po takim "rytuale" były bardziej miękkie i gładkie, bo każda, najzwyklejsza odżywka pod wpływem ciepła zadziała lepiej, ale wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy. W miejscu, w którym kiedyś mieszkałam wszystkie salony korzystały z tych samych produktów i marek, ale ceny zabiegów z ich udziałem potrafiły się znacząco różnić. A że jako przedsiębiorcza nastolatka nie dysponowałam dużym budżetem, to wolałam iść na ten sam zabieg, wykonywany rzekomo tymi samymi produktami, ale za niższą cenę. Pewnego razu poszłam na taki tańszy "rytuał" i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że odżywka nakładana na moje włosy zupełnie inaczej pachniała. Doskonale znałam zapach oryginalnego produktu, bo był bardzo specyficzny i miałam go już na włosach wiele razy korzystając z usług innych salonów. Zwróciłam na to uwagę fryzjerce, która nieco się zmieszała, ale zapewniła mnie, że to produkt oryginalny, który zamawia w hurtowni i może mi pokazać nawet dowód zakupu. W salonie pracowała moja koleżanka, której wtedy nie było, ale kiedy później ją o to zapytałam, to wybuchła śmiechem. Powiedziała mi, że właścicielka salonu regularnie napełnia oryginalne opakowania jakimiś tanimi odżywkami i nic dziwnego, że poczułam różnicę w zapachu. Jestem ciekawa, czy robi tak do dziś i czy tego typu praktyki są stosowane również w innych salonach.


HENNA
Do dziś, kiedy słyszę słowo "henna", to chce mi się śmiać, bo pamiętam swój pierwszy, profesjonalny zabieg u kosmetyczki. Kiedyś chodzenie do salonu piękności na hennę było wyznacznikiem luksusowego życia (haha). Powiadano - nie chodzisz na hennę do kosmetyczki? Wstydź się! No i poszłam. Położyłam się na łóżku, a kosmetyczka nachyliła się nade mną i zaczęła nakładać na moje brwi czarną hennę. To nic, że kolor był źle dobrany. Najgorsze było to, że nakładała hennę na moje brwi palcem tak, że miałam dwa, czarne prostokąty nad oczami. Powiedziała mi wtedy - don't worry, kolor ze skóry się za dwa dni zmyje, a na włosach zostanie.  Pomyślałam - aha! Czyli tak wygląda luksusowe życie! Wracając do domu przekroczyłam prawdopodobnie prędkość światła, bo wyglądałam jak czerwony kurczak z Angry Birds. 


PAZNOKCIE NA STUDNIÓWKĘ
Pierwszy raz z usług manikiurzystki postanowiłam skorzystać przed swoją studniówką. Stwierdziłam, że to tak wyjątkowa okazja, że chciałabym, aby moje paznokcie wyglądały naprawdę ekstra. Udałam się więc do polecanego salonu w moim mieście i tam wyjaśniłam o co mi chodzi. Chciałam mieć prosty, elegancki frencz z jakimś delikatnym, błyszczącym akcentem w jednym miejscu. Pani uważnie mnie wysłuchała, po czym przystąpiła do pracy. Od samego początku wydawała mi się trochę dziwna, bo była bardzo małomówna i przez 3 godziny powiedziała do mnie może z dwa słowa. Jak się później okazało - była pod wpływem alkoholu i stąd to twarde milczenie. Nie to jednak było najgorsze. Pamiętam, że każdą, białą końcówkę na paznokciu malowała co najmniej 5 razy, bo ciągle była krzywa. Malowała, zmywała i tak w kółko. Wszystkie akcesoria wypadały jej z rąk, a zamiast płatków kosmetycznych czy wacików bezpyłowych miała poskładany w kwadrat papier toaletowy. Siedziałam u niej 3 godziny, a pewnie trwałoby to dłużej, gdybym zdecydowała się na przyklejanie jakichś ozdób. W dniu studniówki postanowiłam zmyć ten jakże artystyczny manikiur (szkoda, że nie mam zdjęcia tych kulfonów) i pomalowałam paznokcie na jeden kolor. Pijanym pracownikom salonów piękności mówię nie i oficjalnie przyznaję tej pani nagrodę najbardziej żenującej wizyty u kosmetyczki w moim życiu.

Później byłam też u innych "stylistek", ale jedną wspominam z wyjątkowym sentymentem. Znów miał był delikatny frencz z błyszczącym akcentem, a wyszły łopatki do lodów. To chyba najbardziej ohydny manicure, jaki kiedykolwiek miałam na swoich paznokciach. Koniecznie wpadnijcie na moje InstaStories żeby to zobaczyć!  www.instagram.com/kosmetycznahedonistka


PEDICURE
Na koniec historia, której byłam świadkiem całkiem niedawno i do dziś czuję niesmak po wizycie w pewnym salonie piękności, w którym robiłam pedicure. Jest to salon z kilkoma stanowiskami do robienia pedi obok siebie, a dzieli je jedynie cieniutki parawan. Nic przez niego nie widać, ale doskonale słychać wszystkie rozmowy między klientką, a kosmetyczką. Podczas robienia mojego pedi do salonu weszła klientka - młoda, dosyć zadbana i elegancka dziewczyna. Miała umówioną wcześniej wizytę i z tego, co zrozumiałam, miał to być jej pierwszy pedicure w życiu. Zajęła stanowisko obok mnie i po kilku minutach poczułam bardzo nieprzyjemny zapach starego, przepoconego obuwia. Dziewczyna, która robiła mi pedi od razu wstała i rozpyliła w salonie odświeżacz powietrza, żebyśmy mogły jakoś wytrzymać. Po chwili zza parawanu usłyszałyśmy podniesiony głos kosmetyczki, która zaczęła wrzeszczeć na swoją klientkę, że ma grzybicę i powinno być jej wstyd przychodzić na pedicure z chorobą skóry. Dosłownie kazała jej się ubrać i wyjść. W salonie było wtedy 8 osób i nie jestem w stanie odpowiedzieć co było bardziej żenujące - czy dziewczyna, która przyszła na pedi z grzybicą i śmierdzącymi stopami czy kosmetyczka, która obwieściła wszystkim, że jej klientka ma grzybicę. Przyjmijmy, że obie panie zajmują pierwsze miejsce ex aequo.



Dziewczyny, która historia osiągnęła dla Was najwyższy poziom żenady? Jestem też ciekawa Waszych salonowych przygód :-) Dajcie koniecznie znać!

_____________________________
Wpadnijcie na INSTAGRAM | FACEBOOK 


82 komentarze on "6 ŻENUJĄCYCH HISTORII Z SALONÓW PIĘKNOŚCI..."
  1. Apogeum podcinania końcówek miałam jako 15 letnia dziewczyna, kiedy pojechałam z mamą na ten "zabieg". Miałam w tym czasie włosy po łopatki, poprosiłam o maksymalnie 3 centymetry podcięcia. Wyszłam z płaczem, z włosami lekko za uszy a Pani była zaskoczona moim niegrzecznym zachowaniem. Teraz mam "uniwersalnego" męża, który regularnie podcina mi końcówki, farbuje włosy, nawet raz ułożył mi włosy na wesele (jest operatorem CNC a wszystkiego uczę go z tutoriali na YT:)). Sytuacja z grzybicą żenująca i myślę, że kosmetyczka wcale nie zareagowała źle, trzeba szanować się nawzajem. Skończyły się te czasy nasz klient nasz pan.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki mąż to skarb! Co do sytuacji z grzybicą, to myślę, że kosmetyczka powinna to po prostu powiedzieć ciszej i byłoby ok :-)

      Usuń
    2. Ja miałam przygodę z koloryzacją. Mały salon w mojej mieścince, z polecenia na dodatek. Pani zaproponowała mi refleksy, które miały wyglądać jak "czesane słońcem"...taa, jasne. Po 2 godz. gdy fryzjerka zdjęła mi ręcznik zobaczyłam BIAŁE pasma i to gęsto! Byłam w szoku, zapłaciłam i wyszłam. Siostra próbowała mnie pocieszać, ale prawdę powiedział mi dopiero mój chłopak, który zobaczył mnie na drugi dzień. Wyglądałam jak zebra, żaden przedziałek nie był w stanie tego ukryć. Przez tydzień chodziłam w wełnianej czapce (jesień), bo tak skę wstydziłam. Po tygodniu włosy odratowała mi fryzjerka w Warszawie, do dziś wspominam ją z sentymentem. Przez dłuuuugi czas po tej "koloryzacji" miałam problemy z rozczesywaniem włosów, bardzo się puszyły. Babsko po prostu ściągnęło mi kolor z włosów. Po tym epizodzie zapadła decyzja o powrocie do naturalnego koloru i uważam, że to najlepsza decyzja ever. Do farbowania wrócę chyba dopiero jak zauważę pierwsze siwe kosmyki, więc mam czas, bo mam zaledwie 27 lat ;)

      Usuń
    3. Kurcze, i to jest smutne! Skąd wiemy, czy dziewczyna o grzybicy wiedziała? Może myślała, że po prostu paznokcie jej pożółkły albo coś... Oczywiście nie twierdzę, że kosmetyczka powinna ja obsłużyć, ale może skończymy z prl-owskimi paniami Halinkami, które na klienta się wydzierają i mają pretensje. Może po prostu bądźmy ludźmi dla siebie nawzajem. Co Ty na to?

      Usuń
    4. Zgadzam się, dziewczyna mogła być nieświadoma. Przecież by to leczyla i nie przyszlaby, gdyby wiedziała. Dlatego za żenujące uważam zachowanie kosmetyczki.

      Usuń
  2. O mamo, ja mialam tez kilka takich przygod, a jedna wspominam do dnia dzisiejszego bo dzieki niej bardzo obawiam sie nowych fryzjerow. To bylo kiedy mieszkalam w czechach i zamiast skrocic koncowki w tzw szpic, fryzjerka obciela mi 20 cm wlosow w zaokraglone U i potem medzylam sie z taka dziwna i nieukladajaca sie fryzura az odwiedzilam salon w PL, choc tam nie bylo lepiej, ale przynajmniej szpic mialam hahaha ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ileż ja się razy natłumaczyłam żeby fryzjerki zrobiły mi ten szpic. Zawsze coś było jednak nie tak :-(

      Usuń
  3. Kochana ja trochę nie na temat ale poratuj! Co polecisz na rozstępy które wyskoczyly mi w ciąży na posladkach? Wyglądają strasznie i są jeszcze na dodatek czerwono krwiste.. smarowalam się specjalnym preparatem ale nic to nie dało jak widać:-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, póki rozstępy są jeszcze różowe, to da się z nimi coś zrobić. Gorzej, jak już zbledną - wówczas już tylko laserowe usuwanie. Słyszałam, że dobrym produktem na tego typu świeże rozstępy jest Lierac Phytolastil.

      Usuń
    2. Maści na blizny świetnie się sprawdzają u mnie ani śladu a miałam jeden czerwony na pupie nawet nie pamiętam gdzie już🙂

      Usuń
    3. U mnie zadziałał bio-oil, ale stosowałam już na te białe kilku letnie. Co prawda nie znikneły ale skóra jest prawie normalną i są dużo mniej widoczne. Można go też stosować na tę różowe. Poza tym polecam zabiegi laserem - po znieczuleniu bezbolesne, a efekt widoczny po pierwszym zabiegu.

      Usuń
  4. Farbowanie twarzy farbą do włosów to jakaś fryzjerska tradycja. Byłam w kilkunastu salonach i w każdym farbowali mi skórę farbą, choć zawsze prosiłam, by uważali i ewentualnie od razu domywali :P Nikt nie słucha, bo ponoć 'tak ma być' i 'inaczej nie można'...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie umazać sobie pół twarzy farbą też umiem, więc bez sensu jeszcze za to płacić fryzjerowi :-)

      Usuń
  5. Ale się uśmiałam 😄.
    Przypomniałam sobie moją pierwszą hennę z regulacją brwi; miałam wtedy 16 lat i chciałam zrobić się na bóstwo na komers - pani najpierw "wyregulowała" mi brwi żyletką (tak, tak - zwykłą męską żyletką do maszynki 😄; kiedyś były b. popularne), a następnie nałożyła mi czarną (włosy mam koloru ciemny blond) hennę na brwi patyczkiem od zapałki 😄. Pełen profesjonalizm 😄. Do dziś pękam ze śmiechu 😊.
    Druga wpadka ma związek z cięciem - wymarzyłam sobie, że obetnę włosy na boba z cieniowaniem od grzywki (przyniosłam zdjęcie - krótszy przód, dłuższy tył); jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że fryzjerka zrobiła mi tzw. odwróconego boba (kiedyś zwanego paziem - dłuższy przód, krótszy tył z podgolonym karkiem).
    Ach, ten wspomnień czar 😊... Pozdrawiam serdecznie,
    Magdalena

    OdpowiedzUsuń
  6. Najbliższa mojemu sercu jest historia z włosami . Wrzesień 2017 roku - moja ostatnia wizyta u fryzjera, chciałam podciac włosy o 5-7cm a straciłam prawie 20.. Inna fryzjerka w salonie widząc moją minę dała radę powiedzieć tylko " niech się Pani nie martwi, odrosną..". Ja nie dałam rady powiedzieć nic, wyszłam ze łzami w oczach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję... Nie wiem dlaczego fryzjerzy tak robią :-(

      Usuń
    2. Robią tak fryzjerki bez doświadczenia, po prostu nie umieją obciąć włosów równo i ciągle wyrównują to co im krzywo wyszlo:-(

      Usuń
  7. O matko, ale się uśmiałam :) niektóre z historii bardzo przypominają mi moje z naszego kochanego miasta i fryzjerki obok tunelu na Sztygarskiej. ☺️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo! Przypomniałaś mi o tym salonie! Na szczęście tam akurat nigdy nie byłam, bo już wtedy słyszałam o nim dziwne historie :-)

      Usuń
  8. Miałam pisać pod poprzednim postem ale jakoś mi uciekało.
    1. Bardzo lubię Twój blog. Od niego 2 lata temu zaczęłam czytać blogi - różne, parentingowe, włosowe, lifsylowe itp. I jestem pełna podziwu dla Ciebie. Twój blog to fajny kobiecy estetyczny magazyn, który można poczytać dla relaksu z korzyścią dla skóry i włosów (sama dzięki Tobie odkryłam swój podkład zycia - provoke Matt i utuczyłam mój kucyk o 3 cm w obwodzie). Nie reklamujesz w kazdym poście owsianki, kremu, torebki czy prezerwatyw. Poza zegarkami DW chyba nie widziałam nic sponsorowanego u Ciebie . I próbujesz wypuścić majtek, skarpetek czy innych ścierek do podłogi że swoim logo. Brawo !
    2. Puder Manhattan clearface który polecalas ja również lubiłam. Wiem, że nie ma go już od dawna. Ostatnio skusiłam się na Isana Young (rossmanowa marka) bo łudząco opakowanie przypominało Manhattan -ksztalt pudełka, gąbeczki itp. I wiesz co? To chyba to samo! Nie mam już Manhattan żeby porównać produkcję (ale oba made on germany), ale spróbuj. Tylko 10zl kosztuje.
    Pozdrawiam
    A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, bardzo dziękuję za słowa uznania! :-) Co do pudru, to kręcę się koło niego już jakiś czas, ale ostatecznie nigdy go nie kupiłam, bo boję się, że mnie uczuli. Namówiłaś mnie!

      Usuń
  9. Nieźle poprawiają humor takie opowieści chociaż z pewnością w tamtym czasie mi rownież nie byłoby do śmiechu :) ja rownież mogę się pochwalić swoją fryzjerską przygodą: wakacje przed ostatnią klasą liceum spędzałam u rodziny w Stanach. Mam włosy w kolorze blond a jak wiadomo w Stanach słońce nieźle przypieka ( kto 12 lat temu myślał o jakichś mgielkach czy innej ochronie włosów :D ). Po powrocie do Polski moje włosy było widać już z daleka z racji słonecznego rozjaśnienia więc postanowiłam je trochę przyciemnić ( czyt.chlodniejszy blond/ ciemniejszy blond) a więc udałam się do salonu i przekazałam fryzjerze instrukcje. Oczywiście zanegowała mój wybor farby i poleciła farbowanie paletę w jakimś brązowym kolorze twierdząc, że ta lepiej pokryje włosy a wcale nie wyjdą ciemne. Po zmyciu farby okazało się że z blondynki stałam się szatynką! A dodatkowo za kolka dni miałam rozpoczęcie roku szkolnego. Nów zapomnę szoku w jakim byli znajomi. Oczywiście wyglądałam w tym kolorze koszmarnie a z czasem zaczął tudzież i wpadać w zielony odcień więc kolejna wizyta o ratowanie włosów drogo mnie kosztowały ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwszy przypadek to opowieści fryzjerki o wrednej teściowej do tego stopnia, że chciałam się ulotnić z fotela bo aż mi było głupio tego słuchać...No i uczesanie na wesele (miało być naturalnie) tak, że moja głowa ledwo mieściła się w futrynie drzwi i chyba nawet huragan Katrina nie ruszyłby ani włoska :D
    Dario, jaki produkt polecasz na przebarwienia posłoneczne ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama jest już po 50, kupiłam jej serum z bielendy z kwasem glikolowym i wiaminą c i dosyć szybko znikła jej z twarzy ciemna plama po przebarwieniu. Tak więc skoro zadziałało na dojrzałą cerę to powinno sobie poradzić ze stosunkowo świeżymi plamami :)

      Usuń
    2. polecam Colline Pharma, GLYCOLique, 12% oraz witaminę C.

      Usuń
    3. Dziękuję za polecenie :)Spróbuję...a nóż się sprawdzi ;)

      Usuń
  11. Ja mam takich historii ze mną w roli pokrzywdzonej kilka, ale przytoczę inną. Otóż kilka lat temu pracowałam w salonie fryzjersko-kosmetycznym. To dość ekskluzywny i drogi salon w moim mieście. Do właścicielki, ekscentryczki i wariatki przyszła młoda dziewczyna. Miała włosy do pasa i chciała je obciąć i oddać na fundację walczącą z rakiem. Właścicielka wzięła ją w obroty i obcięła tą biedną dziewczynę na chłopaka! Z miny laski wszyscy w salonie widzieliśmy, że nie o coś takiego prosiła i że jest zrozpaczona. Zapłaciła 7 dych za fryzurkę 8 letniego chłopca. Chyba z pół godziny niemal z łzami w oczach przeglądała się w lustrze a właścicielka udawała zachwyt i jej wmawiała jak pięknie wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym o sobie czytała... Chciałam skrócić włosy i oddać na Fundację,pokazałam nawet fryzjerowi swoją wymarzoną fryzurę na Pinterescie,różne odsłony tej fryzury itd.,chciałam aby załapał o co konkretnie mi chodzi. Mistrz przystąpił do pracy a ja skończyłam jak rekrut,obciął mnie na zapałkę... Płakałam chyba 3 dni,nie mogłam się przyzwyczaić. Mąż powiedział żebym poszła złożyć reklamację i pokazać Oczekiwania VS Rzeczywistość... Zabrakło mi odwagi i teraz jak pomyślę o wizycie u fryzjera "Żeby zrobić fajną fryzurkę:D" to mam dreszcze...

      Usuń
    2. Jakbym o sobie czytała... Chciałam skrócić włosy i oddać na Fundację,pokazałam nawet fryzjerowi swoją wymarzoną fryzurę na Pinterescie,różne odsłony tej fryzury itd.,chciałam aby załapał o co konkretnie mi chodzi. Mistrz przystąpił do pracy a ja skończyłam jak rekrut,obciął mnie na zapałkę... Płakałam chyba 3 dni,nie mogłam się przyzwyczaić. Mąż powiedział żebym poszła złożyć reklamację i pokazać Oczekiwania VS Rzeczywistość... Zabrakło mi odwagi i teraz jak pomyślę o wizycie u fryzjera "Żeby zrobić fajną fryzurkę:D" to mam dreszcze...

      Usuń
  12. U mnie hitem byly 3 odcienie blondu i poparzone od farby czoło

    OdpowiedzUsuń
  13. Dario stosowałas moze mgielke z filtrami UV 50 z La Roche? Zastanawiam sie nad kupnem ale chciałabym poznac Twoja opinie. Mam sklonnosc do przebarwien i piegi, czy ta mgielka dobrze chroni przed sloncem i czy trzeba do tego stosowac również krem UV? Z góry dziekuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mgiełka to za słaba ochrona. Ja stosowałam ją dodatkowo, jako coś dopełniającego krem UV :-)

      Usuń
  14. Miałam dwie takie historie. Pierwsza klasyczna, pani fryzjerka w ramach podcięcia końcówek (włosy uformowane w V) obcieła je na prosto, równając do najkrótszych kosmyków, w najdłuższym miejscu straciłam 15 cm. Druga historia: chodziłam całą rodziną do jednego zakładu od lat, przyprowadziłam tam też kiedyś chłopaka. Wszystko było w porządku do naszego rozstania. Tydzień później, gdy mama poszła jak zawsze na farbę, wszystkie pracownice znały bardzo dokładnie historię naszego związku (oczywiście jednostronną), dowiedziała się jaką podłą osobą jestem oraz, że już widziano mnie na mieście z nowym chłopakiem (na prawde dobrym kolegą). Dodam, że mieszkam czwartym, co do wielkości mieście w Polsce, fryzjer znajdował się w centrum, oddalonego o kilknaście kilometrów od mojego i ex miejsca zamieszkania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Salony piękności to często takie centrum ploteczek, niekoniecznie mających coś wspólnego z prawdą niestety...

      Usuń
  15. Niezłe historie. Teraz można już tylko śmiać się z nich, ale straszne jest to, że salony tak pracowały i nadal pracują. Całkiem niedawno "zdradziłam" mój ulubiony salon "od robienia brwi". Koleżanka była umówiona na rzęsy i brwi, poszłam z nią i przy okazji też sobie zrobiłam brewki. Regulacja + henna. Panie moje drogie. Co to był za koszmar. Stałam pod salonem i dzwoniłam do chłopaka, by po mnie przyjechał, bo ja tak przez miasto nie przejdę. Nie wiem czym kierowała się pani kosmetyczka wygrywając mi tyle włosków z przodu, że jedna z moich brwi zaczynała się dużo dalej niż druga. Po prostu miałam taki łysy kawałek, który potem zamalowała czarną henną. Włosy mam koloru ciemnego blondu i nie chciałam czarnych brwi. Po drodze do domu wyczytałam na necie jak tę cholerną hennę zmyć chodź trochę. Koleżanki nie widziałam, bo została dłużej w salonie (rzęsy). Na drugi dzień w pracy, gdy ją zobaczyłam nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Jedna brew ładna, nie powiem. Natomiast druga? Koleżanka wyglądała jak "wiecznie zdziwiona". Na szczęście inna dziewczyna miała pincetę w pracy i podregulowała jej to małe "zdziwko". Wtedy prawie płakałam z przerażenia, dziś płaczę ze śmiechu, gdy to wspominamy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre kosmetyczki chyba zbyt poważnie traktują powiedzenie, że brwi to mają być siostry, ale nie bliźniaczki :-P

      Usuń
  16. Nie pojmuję, że do tej pory tyle fryzjerów ma problem z centymetrami... W zeszłym roku poszłam do saloniku fryzjerskiego podciąć 3 cm. Usiadłam na fotelu i poprosiłam o wyrównanie włosów na prosto.
    W domu mąż obejrzał mnie z każdej strony i mówi, że krzywo. Fakt, patrzę w lustro i skos na lewo. Wracam, tłumaczę pani powód reklamacji, poprawia. Tym razem już w salonie mówię, że jest jeszcze bardziej krzywo a już straciłam dobre 5cm. Tłumaczenie z strony fryzjerki: Bo ja ścinam naokoło, jak pani wyłoży włosy na ramiona a nie wszystkie w tył to jest równo. (wtf?)
    Efekt był taki, że wyszłam trzaskając drzwiami i następnego dnia umówiłam się do ogólnie polecanego i uznanego zakładu na poprawkę. Niestety aby były włosy równe straciłam kolejne 5 centymetrów ale za to zyskałam fryzjerkę która wie co to 2 cm i do niej wracam co 4 miesiące z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że oni robią to celowo, bo myślą, że jak obetną mało, to nie będzie żadnego efektu...

      Usuń
  17. Znam przypadek, który niestety nie jest tylko wpadką. Znajoma miała blond włosy do pasa, postanowiła przefarbować się na rudo. Kolor oczywiście wyszedł inny niż powinien, ale najgorsze jest to że włosy połamały się do ramion i przestały rosnąć... Od 8 lat są tej samej długości. Lekarze nie wiedzą jak pomóc. Jedna z fryzjerek zapropononwała zgolić włosy na zero (!) i zobaczyć czy to pomoże. 90% fryzjerów rujnuje włosy i nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. Tylko raz widziałam fryzjerkę, która zdezynfekowała sprzet zamin go użyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rosnąć to na pewno rosną, ale końcówki się kruszą i dlatego włosy są tej samej długości.. nie ma innej rady jak obciąć gdzieś do ramion albo i krócej i wtedy na pewno odrosną

      Usuń
  18. Moja żenująca historia sprzed miesiąca - przez 4 lata wracałam do swojego naturalnego koloru włosów a gdy już wreszcie ścielam wszystkie farbowane udałam się do podobno jednego z najlepszych fryzjerów w mieście by zrobić na włosach delikatne refleksy. Wyszłam z paskudnymi zoltymi pasemkami na całej głowie. Kilka dni później poszłam juz do naprawdę cudownej fryzjerki która niestety musiała pofarbowac mi wlosy od samej skóry głowy (zegnajcie wyczekiwane naturalki), ale przynajmniej mogę wyjść z domu bez wstydu :p
    A z ta grzybica to fakt, można było zwrócić uwagę dużo ciszej i nie ośmieszac klientki przed wszystkimi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam. Byłam już dwa razy w dwóch różnych salonach z prośbą o refleksy i za każdym razem wyszłam z pasemkami na całej głowie. Teraz moje włosy są już prawie w zupełności naturalne, chciałabym im dodać blasku delikatnymi refleksjami ale boję się pójść do fryzjera. Nie mam ochoty na kolejne żółte pasemka. Ula

      Usuń
  19. Wybrałam sie kiedys na mikrodermabrazje diamentowa do salonu polecanego przez koleżanki. Niestety Pani wykonująca zabieg chyba miała zły dzien ponieważ mikrodermabrazje wykonała tak mocno, ze wyszłam z siniakami na całej twarzy... przez dobre dwa tygodnie słyszałam pytania czy ktoś mnie pobił :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu.. Po mikrodermabrazji siniaki? Szok. Dobrze, że buźka się zagoiła, bo pierwszy raz spotykam się z takim efektem.

      Usuń
  20. Omg chyba troszkę współczuje tylu nieprzyjemnych sytuacji, ja to bym się zraziła do końca życia. Najgorsza historia to ta o grzybicy stóp. Moje najgorsze historie wiążą się z dermatologami ale zostając przy tematyce salonów to mam jedno wspomnienie. Poszłam pierwszy raz na regulacje brwi przed weselem kuzyna. Usiadłam na fotel i pani twardo wyrywała włoski, po wszystkim spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i chciało mi się płakać. Miałam takie same brwi, dosłownie identyczne jak starsza pani która miała regulacje przede mną (miałam wtedy 19 lat). Cienkie, łuki które nie pasowały do mojego kształty twarzy. Od tamtej pory reguluję brwi sama.
    Odchodząc od tematu, skąd to piękne krzesło? :)
    Pozdrawiam N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś to w ogóle wszystkie kobiety chodziły z takimi samymi brwiami. Były różne trendy: od plemników, po przecinki i ekierki... Tragizm w czystej postaci!

      Krzesło jest z Ikei :-)

      Usuń
  21. Czarna henna to mniej więcej tak samo prawdziwy termin jak mydło w płynie czy herbatka z róży. Ani to henna ani mydło ani herbatka.
    Henna jest przecudowna, ale trzeba niestety mieć dużą wiedzę, żeby z niej korzystać. I na pewno nie jest czarna.

    OdpowiedzUsuń
  22. o nie, ja dlatego nie chodzę do fryzjera, tylko do koleżanki, dla której 1 cm to 1 cm i podcina mi włosy z zegarmistrzowską precyzją. A jak chcę zafarbować, to do mamy, po pierwszym farbowaniu, które było wpadką i miałam włosy w ciapki, już się nauczyła, jak to robić :)

    Z dwóch najgorszych sytuacji jedna związana jest z farbowaniem. Jak zmieniłam branżę ze sztywnej kancelarii prawnej na radosny i luźny dom mediowy, zapragnęłam jakiegoś szaleństwa. Czyli różowe ombre. Ale ja chciałam bardzo delikatne, taki bardziej różany niż różowy, a że włosy mam ciemnobrązowe, kolor trzeba było najpierw zdjąć. No to tłumaczę, bardzo delikatny efekt, żeby nie było odcięcia, kobieta zrobiła mi delikatne przejście na całych włosach, po czym, zupełnie niespodziewanie (nie wiem, co nią kierowało, bo resztę zrobiła naprawdę ładnie!) po obu stronach głowy pociągnęła od ombre dwa pasemka. Ale jakie! nie szły do czubka głowy, tylko jedno kończyło się na poziomie oka grubą krechą a po drugiej stronie tak samo, tylko do poziomu ucha. Wkurzyłam się, obiecała, że to zamaskuje, no dobra. to lecimy z kolorem. Salon, mimo, że przy zapisywaniu się mówiłam dokładnie, jaki kolor chcę, nie miał odpowiedniej farby, więc babeczka postanowiła zmieszać dziki róż z rudym. A żeby wszystko wyglądało ładniej, to na resztę włosów ciemnobrązowy. Jak wyszłam od fryzjera było ciemno i wyglądało to jeszcze w miarę sensownie. Jak rano umyłam głowę, okazało się, że:

    1. zakrycie tych nieszczęsnych dwóch pasemek zeszło całkowicie i są niemalże blond.
    2. różowy bardzo łatwo wypłukał się z włosów i została ognista marchewka.
    3. ten ciemny brąz przy świetle słonecznym okazał się oberżyną.

    Wytrzymałam jakąś dobę, po czym ubłagałam chłopa mojego, żeby mi zrobił pigmentację włosów. Co prawda wyszły po tym czarne, ale już po dwóch tygodniach wróciłam do sensownego koloru.

    Druga historia to historia ze studniówki. Miałam wtedy taką dłuższą asymetryczną grzywkę i zażyczyłam sobie niskiego koka gdzieś na karku i delikatne podcięcie grzywki. Moja wina, bo dzień wcześniej zostawiłam aparat mojej mamy w kawiarni i kombinowałam jak go jeszcze przed studniówką odebrać, żeby mi czasu starczyło a nikt się nie zorientował, że go nie ma ale siedziałam ciężko zamyślona, zamiast bronić się pazurami i zębami. Przecknęłam się, jak fryzjerka sięgała po brokat. Okazało się, że zamiast delikatnego koczka na karku mam wielkie napuszone coś na czubku głowy a grzywkę ściętą na prosto od linijki. Wyszłam z płaczem...

    Ale na zakończenie mogę dodać swoją żenującą historię, w której to ja pokpiłam sprawę :P Zbliżało się wesele mojej przyjaciółki i zapragnęłam uczesania. Zadzwoniłam chyba do 10 fryzjerów w okolicy miejsca zamieszkania i jeden miał odpowiadający mi termin. Dzień wesela, Dwie godziny do rozpoczęcia ceremonii, ja w proszku, lecę w kapciach do fryzjerki, do której, jak mi się wydawało, się umówiłam, a tu niespodzianka. Fryzjerka pierwsze słyszy. Obdzwoniłam więc chyba z 15 fryzjerów w okolicy z pytaniem, czy przypadkiem nie do nich się zapisałam, a jeśli nie, czy znajdą chwilkę i cud nad cudami, znalazła się fantastyczna babeczka, która za śmieszne pieniądze uczesała mnie przepięknie! Od tamtego czasu stałam się stałym bywalcem jej salonu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem naszym życiem najlepiej rządzi przypadek i dzięki temu odkryłaś fajną fryzjerkę :-) A co do różowych włosów, to generalnie bardzo trudny temat. Trzeba wybrać odpowiedniego specjalistę, a poza tym sam produkt musi być dobrej jakości. Ostatnio moja koleżanka też robiła różowe kombinacje na blondzie i też skończyło się to marchewą :-P

      Usuń
  23. Najgorsze u mnie było pierwsze farbowanie, miałam kilkanaście lat, włosy blond i kupiłam farbę średni brąz.. Jakież było to zaskoczenie kiedy zmyłam farbę, włosy były prawie czarne a myślałam o leciutkim przyciemnieniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie większość farb w kolorze ciemnego brązu wychodzi na czarno. Znam wiele osób, które miały taką wpadkę zarówno farbując samodzielnie, jak i w salonie fryzjerskim :-/

      Usuń
  24. Z tym podcinaniem końcówek zawsze tak jest... słyszałam, że najlepiej, tzn. zgodnie z zaleceniami klienta ścinają dziewczyny na praktykach ;). . Największą żenadę jak dla mnie była pani z grzybicą, mi byłoby wstyd się z czymś takim pokazać kosmetyczce albo komukolwiek innemu...
    Ja generalnie najgorzej wspominam jedną panią, która regulowała mi brwi - wyrywała dużo włosów (a chciałam delikatnie, nie podobają mi się cienkie brwi) i na dodatek krzywo... nigdy tak nie oczekiwałam na nowe włoski, jak wtedy :D także nic dziwnego, że do niej nigdy nie trzeba było się umawiać i robiła wszystko od razu..

    OdpowiedzUsuń
  25. Dario, przeczytałam dzisiaj, że praktykowałaś picie oleju lnianego. Mogłabyś zdradzić, jak długo go piłaś i czy są jakieś wymagania odnośnie tego, ile czasu można go spożywać? Nigdzie nie mogłam znaleźć tej informacji. :(

    Będę bardzo wdzięczna za pomoc! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja robię sobie takie "kuracje" z piciem oleju lnianego, które trwają 30 dni.

      Usuń
  26. czy ktoś mógłby mi polecić jakieś oleje do włosów niskoporowatych oprócz kokosowego ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uzywam lnianego, ze słodkich migdalow i z amli, no i rycynowy Ale to na zaheszczenie ;) Kokos u mie nie działał. Na moja siostrę tez niskoporowata za to najlepiej dziala oliwa z oliwek i olej z orzechów makadamia- trzeba po prostu znaleźć swój:)

      Usuń
  27. Po koloryzacji u fryzjera niesmak mam do dziś i farbuje tylko w domu. Robiłam kilka kolorow- efekt oczywiście nie ten, brązy wyszły ok a jaśniejszy porazka, w dodatku pani też nie zabezpieczyła mi szyi ani twarzy - po farbowaniu za to obficie ścierala mi skórę chyba czystym acetonem do dziś pamiętam zapach ;) Raz pomógł mi farbowac włosy mąż, mam pamiątkę na policzku...Tez masakra:)
    Koszmarem okazała się u mnie henna na której byłam raz, dawno temu, kolor źle dobrany a przede wszystkim bardzo arogancka i nieprzyjemna pani kosmetyczka, przy okazji pytałam czy mogłaby zajac się regulacja moich brwi- troche za mocno je wyregulowalam- stwierdzila ze to bez sensu bo musiałabym przyjść kilka razy... Wiem, nie wyglądałam wtedy na 19 lat ktore miałam, ubrana też byłam byle jak ale mnie totalnie zatkalo- z tego co wiem ta Pani nie pracuje, gabinet kiepsko przędzie, obok jest mój fryzjer gdzie jest zupełnie inne podejście do klienta...
    Miałam też fryzjerke która nie wie ile to 4cm ale po paru wizytach po prostu ja zmienilam- najbardziej było mi zal kiedy poszlam w ciąży podciac koncowki- wyszlam z włosami do brody - stwierdzila ze po porodzie nie będę mieć czasu to ciachnela więcej... to była moja ostatnia wizyta u niej- (pamiętam jak po 1 porodzie mąż zabral mnie na spacer, synek nie miał nawet 1 miesiaca i zabral mnie do fryzjera-innego żebym sie zrelaksowala a on chodził z malym godzine czekajac na mnie, kochany- jak się chce jak widać można miec czas nawet po porodzie zadbac o siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też trafiłam kiedyś na nieprzyjemną, a wręcz chamską kosmetyczkę. Niestety takie wieści bardzo szybko się roznoszą i salon zaczął być omijany przez wszystkich szerokim łukiem. Najgorsze było to, że ta kosmetyczka nie była właścicielką, a pracownikiem, więc tak naprawdę nieodwracalnie zepsuła reputację temu salonowi, a właścicielka nie miała na to wpływu.

      Usuń
  28. Najgorszą hisotorię miałam z włosami. Poszłam podciąć za długą prostą grzywkę do lokalnej fryzjerki u mnie na wsi. Chciałam wtedy żeby miała długość lekko nad brwi, w rezultacie wyszła z grzywką na połowę czoła i wygladałam tragicznie. Nigdy więcej nie wróciłam do tej fryzjerki. Robiłam też brwi, ale byłam zadowolona. Natomiast to było kilka lat temu, więc nie wiem co teraz bym o tym sądziła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za krótka grzywka potrafi wyglądać komicznie, fakt. Coś jak obsada Star Trek :-P

      Usuń
  29. Dwie najgorsze historie - włosy i paznokcie. W liceum przechodziłam swoisty bunt i pofarbowałam sobie włosy na czarno. A przynajmniej chciałam. Mam włosy strasznie oporne na farbę (na szczęście!) i wyszedł ciekawy mix - część włosów faktycznie było czarnych, część nie złapała koloru, a część wyszło łaciatych. Potem zamarzył się jasny blond, więc przy opornych włosach wyglądałam, jakby mi ktoś podpalił włosy.
    Fryzjerki osobny temat. Tępe nożyczki i przez to rozdwojone końcówki - standard. Grzywka do połowy czoła - standard. Ścięcie połowy długości włosa - bo "były zniszczone" - tak mi pocieniowała, że przez kilka lat nie mogłam ich normalnie związać albo zebrać w warkocz...

    Zaś paznokcie... na studniówkę koleżanka z pracy mi robiła. Nie dość, że mocno niestarannie, paznokcie odlepiały się, za bardzo zeszlifowała mi płytkę, a potem nie chciała zdjąć. Przez dobrych kilka miesięcy paznokcie miałam jak papier i po prostu szorstkie jak papier ścierny. Nigdy więcej "manikiurzystek".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grrr, historia z paznokciami mrozi krew w żyłach. Takie zbyt intensywne starcie płytki może się bardzo źle skończyć :-(

      Usuń
  30. Ja mialam historie z kręconymi włosami, chciałam przed studniówka mieć ładne, grube loki. Fryzjerka nałożyła mi walki i zapewniała,że z nich wyjdą grube (zamiast się przyznać że nie ma takich walkow) W efekcie wyglądałam jak "polakierowany pudel przed weselem w remizie 20 lat temu"! I nie,to nie bylo fajne afro;)
    Ledwo zdazylam w domu przed studniowka zmyc toto z włosów i ułożyć włosy po swojemu:-)
    Miałam też wiele wpadek z farbowanie, pasemkami jak z szablonu etc.
    Ale czytając wpis naszly mnie refleksje jak rzadko potrafimy być asertywne, jak często milczalysmy choć nam się nie podobało już w trakcie..kolor.. kształt, fryzura. Efekt. Zaloze sie ze wiele z Nas wychodzilo z salonu bez słowa, płacąc pokornie za usługę.
    Dziś, jestem już po 30tce- i przychodząc do fryzjera mówię jasno czego oczekuje, pokazuje zdjęcie co bym chciala, pokazuje końce do obcięcia. Jeśli uzgadniam z fryzjerka nowy kolor mówię czego wyraźnie NIE chce. Czego oczekuje. Czasem pytam czy da rade to zrobic na jednej wizycie, czy na moich wlosach? Im dokładniej to wszystko powiem, tym lepsze są efekty.
    Co najważniejsze- jestem czujna- nie gapie się w telefon, nie czytam gazetek, jeśli fryzjerka jest nowa, niesprawdzona. Reaguję. Zadaję pytania Jeśli coś jest inaczej i tak dalej.
    Pozdrawiam Was
    Domi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domi, masz rację, jesteśmy mało asertywne. Ja już przeszłam tyle zabiegów i wizyt u kosmetyczek/fryzjerów, że teraz nie mam żadnych skrupułów i od razu mówię, kiedy coś mi się nie podoba. Trzeba dawać wyraźne sygnały. Nie po to idziemy do "specjalisty" i wydajemy na taką usługę pieniądze, aby wyjść z efektem gorszym, niż przed. Swoją drogą chyba z wiekiem nabiera się asertywności :-)

      Usuń
  31. Po przeczytaniu Waszych historii i pomna opowieści wielu swoich koleżanek i znajomych NA PEWNO nie pójdę w najbliższym czasie ściąć końcówek, jak to planowałam od kilku tygodni :)
    Ja mam 44 lata, proste włosy, taką klasyczną taflę lodu czy proste strąki, jak kto woli, wypielęgnowane, błyszczące 50 cm, ale dzięki nim wyglądam dziewczęco (dodatkowo przy wzroście 166 ważę 50 kg). Jestem chyba jedną z nielicznych kobiet, która NIGDY nie ufarbowała włosów i mam swoje naturalki koloru ciemny blond. Wszystkie moje koleżanki i przyjaciółki zaczęły się farbować na studiach, a część nawet w liceum i teraz mi mówią, że nie ma mowy, żeby wróciły do swojego naturalnego koloru, bo mają tyle siwizny. Czasem się zastanawiam, czy jednak farby - jakiekolwiek by nie były - nie wpływają negatywnie na skórę głowy czy wybarwienie się koloru włosów, które to pod wpływem zawartych w nich substancji, powodują utratę ich koloru. Mam tylko jedną koleżankę, starszą ode mnie o dwa lata z pojedynczymi siwkami i ona też nigdy nie nałożyła farby na włosy. Ja mam odrobinę ledwo widocznych siwków na skroniach i z niecierpliwością czekam na wpis Darii a także i Wasze opinie na temat możliwości zaradzenia na siwiznę. Ja wiem, że to w większej części kwestia genów, ale na pewno przy obecnych możliwościach można jakoś ten proces przyhamować. Ja na razie nie mam zamiaru farbować włosów, ale kiedy za parę lat przyjdzie mi się zmierzyć z jakimś fryzjerem, to aż ciary mnie przechodzą na samą myśl :)

    Parę swoich wpadek włosowych też przeżyłam, na czele z fryzurą na wałki w stylu ciotki Klotki, jaką mi pani fryzjerka spreparowała na mój ślub... Wyglądałam w niej jak dobrze zakonserwowana "siedemdziesiątka" ;)

    Ostatni raz poszłam ściąć końcówki cztery lata temu i poprosiłam o przysłowiowy centymetr i żadnego ciut więcej. W momencie, gdy fryzjerka nabrała garść moich włosów do ścięcia twierdząc, że przyda im się skrót o kilka centymetrów więcej (co było nieprawdą, bo włosy miałam idealnie zdrowe tylko trochę nierówne na końcach) i ujrzałam otwarte nożyce w jej dłoniach, ostro zareagowałam moim ulubionym już tekstem, że włosy to nie jest rak, który należy wyciąć z otaczającą go chorą tkanką, żeby nie było przerzutów i ma być 1 centymetr. Tylko tak jak napisała jedna z moich poprzedniczek, brakuje nam asertywności i milcząc płacimy a potem we łzach wracamy do domu. Ja już do asertywnego zachowania dojrzałam dawno temu. Reaguję grzecznie, nie drę mordy, ale stanowczy ton potrafi ostudzić każdą napaloną fryzjerkę :) A jeśli stwierdzi, że w takim razie mnie nie obsłuży, to trudno, płakać nie będę, pójdę sobie do kogoś innego. U nas w Warszawie jest taka konkurencja, że taką panią wcześniej czy później wyeliminuje. Dzięki temu mam już od dawna poczucie, że płacę za taki efekt, o jaki prosiłam.


    Dario, temat o wpadkach kosmetycznych to naprawdę świetny wpis, bo dzięki niemu możemy wymienić się tutaj naszą bogatą wiedzą i doświadczeniami :)


    Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie farbuje włosów, motywuje mnie chęć oddania na
      Fundację raknndroll. Kiedyś tam były jakieś szamponetki, z 10 lat temu ale lubie swoją kolor a facetom tez sie pidoba wiec gites

      Usuń
    2. Beatko, tekst z rakiem w punkt! Muszę go zapamiętać :-)

      Usuń
  32. Przez fryzjerki mozna miec traume,kiedys mialam balejaz,poszlam na odrost, a baba mi cala gore glowy na blond pofarbowala..i musialam cale wlosy potem rozjasniac... raz inna mi tak uciela z przodu..masakra,plakalam,dobra fryzjerka to skarb,ale na szczescie mam taka od wielu lat i juz nie ma strachu i zlych doswiadczen:)

    OdpowiedzUsuń
  33. Miałem zaledwie jedną kiepska wizytę u fryzjerki za czasów studiów, k odbitka co prawda obcinacz mnie od jakiegoś czasu 3-4 wizyty. Ale pewnego razu nie dość ze obcielą za dużo to niechcący zarzuciła mi okulary a za wizytę i tak musiałam zapłacić,bo byłam nieźle w plecy .a że mam -3 to było dla mnie spore utrudnienie, n a szczęście szybko wystawili mi nowe szkło i bez problemu mogłam
    Wszystko robić teraz juz bym nie była taka głupia ale poprostu przestałam tam chodzić.pani po ok.pół roku zwinela interes.potem juz znalazlam super fryzjerka i obcinałam się u niej do końca studiów. .2,5roku..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musiała działać z niezłym rozmachem, że aż Ci okulary spadły. Szok!

      Usuń
  34. niestety nie mam i nie miałam szczęścia do fryzjerów;( historia 1: trwała na długich, prostych włosach (taka była moda- wszyscy mieli mokre włoszki;))) efekt? na pewno nie wow.... włosy spalone od nasady po same końce. Do domu szłam w czapce, po czym sama! ścięłam je w domu do ramion a resztę tzn na zupełnie krótko ścięła znajoma "stara" emerytowana fryzjerka. Efekt- nie pytaj! Historia 2: Dirty Dancing czyli "ja też chcę być jak Baby! Tuż przed studniówką zamarzyły mi się znowu loki. Dwa miesiące prostowałam je ciągnąc mokre pasma z płaczem ;((( twardziel (trwała) trwał 6 miesięcy!
    Historia 3: Będzie pani zadowolona:)) nie byłam. Moje włosy nie lubią brzytwy, ale pani się uparła że zrobi mi artystyczne cięcie. Po 10 min. wstałam z fotela i powiedziałam dość! miałam wygolony bok, pół grzywki i długi pejs z tyłu;(((
    Mogłabym napisać książkę o tragihistoriach z fryzjerkami. Niestety, nadal poszukuję dobrej. Podziwiam twoje piękne włosy, marzę o fachowym salonie, który nie pozbawi mnie resztek kiedyś bardzo bujnej czupryny.
    Bożena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bożenko, widzę, że dużo przeszłaś! Moja mama też miała różne przygody z trwałą i to tego typu zabieg, po którym można wyglądać naprawdę źle, jeśli robi to ktoś bez żadnej wiedzy :-)

      Usuń
  35. Kochana, jaką bluzkę masz na ostatnim zdjęciu? Piękna jest...

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie wiem, czy liczy się jako żenada, ale dobrze pamiętam moją ostatnią wizytę u fryzjera. Mam włosy "puchate", falujące i zasadniczo dość problematyczne a "spodnie" włosy od karku są bardzo suche i wiecznie zniszczone. W pewnym momencie strasznie się pogorszył ich ogólny stan, i na Wielkanoc moja mama zapisała mnie do "swojego" salonu. Dodam, że byłam tam już znana ja i moje włosy, bo obcinałam się tam wcześniej kilkakrotnie, i wiele razy czekałam po prostu na mamę. Fryzjera, który obcinał mnie poprzednio nie było (już nie pamiętam czy na stałe czy urlop) i zapisali mnie do innej babki, która się podjęła. Chciałam dwóch rzeczy: podcięcia najbardziej zniszczonych końcówek i nadania włosom "kształtu" od którego będą się ładnie układać bez konieczności szczególnej stylizacji, do tego naturalna fryzura "na teraz". Co dostałam: mocne polecenie z długością ("tyle było zniszczone" tak, ale w tej spodniej części), włosy ścięte na równo (efekt trapezu na głowie przez kolejne pół roku), a do tego wyciągnięcie ich na gładko na szczotce w fryzurę na "30 lat, kobieta sukcesu", przy czym przy czesaniu ciągnęła tak, że myślałam, że mi włosy z głowy powychodzą. Jak się zobaczyłam w lustrze (byłam w okularach więc zobaczyłam się dopiero po wszystkim) to chciało mi się płakać bo jestem z moją "figlarnością" emocjonalnie związana, plus, wiadomo że jak się skręcą to będą jeszcze krótsze. Tylko włosy przy twarzy mi się jako-tako podobały, które sama forsowałam, by jeszcze trochę skrócić. Dziś myślę, że fryzjerka po prostu zupełnie nie miała pojęcia o włosach kręconych, do czego nie zamierzała się przyznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, włosy kręcone wymagają specjalnego traktowania i fryzjerskiej wiedzy na temat cięcia. Najgorzej właśnie podciąć je na równo, bo to wtedy wygląda przekomicznie :-) Dobrze jednak, że włosy odrastają, ale co się człowiek nacierpi, to jego :-P

      Usuń
  37. Metoda na kitkę? Jak to robisz? :D

    OdpowiedzUsuń
  38. Moim najgorszym przeżyciem było jak w wieku 19 lat poszłam pierwszy raz do salonu ściąć włosy na zapałkę inspirując się wtedy Edyta Bartosiewicz. Fryzjerka, szacowna starsza Pani obcięła mi maszynką na 3-ójkę :D. Wyszłam załamana. Świadectwo ze szkoły odbierałam w bluzie z kapturem, a moja mama wołała do mnie MAciek - bo z tyłu myślała, ze to mój brat !!! Chodziłam w kapturze a wszyscy znajomi byli w szoku. Ale gorsze było chyba odrastanie bo mam kręcone włosy, a prostownic nie było!!! To był dla mnie ciężki okres.

    OdpowiedzUsuń
  39. Moja najgorsza przygoda fryzjerska. Poszłam do salonu i wyszłam z krzywo obciętymi włosami. Włosy po jednej stronie miałam dłuższe o jakieś 5 cm od drugiej. Ścinała mnie praktykantka, w trakcie kursu. Na drugi dzień poszłam do innego salonu i wyrównali. A śmieszna historia, to gdy poszłam podciąć końcówki z modelowaniem. Wyszłam w kasku z toną lakieru do włosów i garścią wsówek. Były dobrze obcięte, a kask zniknął przy pierwszym myciu.

    OdpowiedzUsuń
  40. Siostra namówiła mnie na wspólny udział w pokazie fryzjerskim. To miała być fajna przygoda za niezłą kasę dla 16 i 17-latki.Nie wiedziałam tylko, że będzie to pokaz fryzjerstwa alternatywnego. Myślałam, że mi zrobią jakieś fajne pixie. Zamiast tego fryzjer ściął mnie na około 8mm na całej głowie i zrobił wzorki-rowki. Siostra miała coś podobnego. Najlepsza była reakcja taty. Gdy nas zobaczył, powiedział "ale ja jeszcze nie zamawiałem opon na zimę". (chyba skojarzył wzorki na głowie z bieznikiem).

    OdpowiedzUsuń

Custom Post Signature

Custom Post  Signature